Wywiad z Robertem Małeckim

Autor: Ewa Dąbrowska Data publikacji: 22 kwietnia 2021

Ewa Dąbrowska: Rozmawiamy z okazji premiery Twojej nowej książki, zatytułowanej „Zmora”. Zacznij więc proszę od autoreklamy: gdybyś miał napisać do niej blurb, jak by brzmiał?

Robert Małecki: Gdybym napisał sobie blurb, to by znaczyło, że odklejam się od rzeczywistości, a ja dość twardo stąpam po ziemi. Wystarczy, że na rynku kryminałów są autorzy, którzy nagminne sami siebie chwalą i nie wyczuwają, że to żenujące. Pozwól, że nie dołączę do tego grona! (śmiech)

No dobrze, nie będę naciskać. Na okładce czytamy, że „Zmora” to „thriller kryminalny”. Co właściwie oznacza to sformułowanie?

To miks kryminału i thrillera psychologicznego, próba połączenia obu gatunków. Wydaje mi się, że do tej pory nie było na naszym rynku thrillera kryminalnego, no chyba, że coś przegapiłem. W każdym razie pomyślałem sobie, że po mocno psychodelicznej „Żałobnicy” warto spróbować kontynuować tę drogę w nieco zmienionej formule. I nie ukrywam, że obawiałem się, jak thriller kryminalny zostanie przyjęty przez Czytelników. Na szczęście chyba jest całkiem nieźle. 

Nie mogę nie zapytać o inspiracje dla tej historii. Najpierw był pomysł na książkę, a później czytałeś o podobnych sprawach, czy odwrotnie: to jakaś konkretna sprawa stała się punktem wyjścia opowieści?

Impulsem do tworzenia fabuły było tajemnicze zaginięcie Matusza Żukowskiego z Ujazdowa z 2007 roku. Ten dziesięcioletni chłopiec zaginął w Dniu Matki. Ale to dla mnie tylko punkt wyjścia do opowiedzenia historii niespełnionej dziennikarki Kamy Kosowskiej.

Motyw zaginięcia często pojawia się w Twoich powieściach. Dlaczego akurat to, a nie, dajmy na to, kradzieże czy podpalenia? 

Ani w kradzieżach, ani w podpaleniach nie ma wystarczająco dobrego paliwa fabularnego. Przynajmniej ja go nie zauważam. Przyznam, że strasznie nudzą mnie takie tematy. Tymczasem zaginięcie to dramat, który rozgrywa się w sercach bliskich, to ciągła niepewność co do losów ukochanej osoby. To tak, jakby do domu kochającej się rodziny wrzucić granat. Mówiąc krótko: zaginięcie to znacząco ciekawszy dla mnie motyw, który daje dużo więcej możliwości rozwiązań fabularnych.

„Zmora” to kolejna, po „Żałobnicy”, powieść, w której oddajesz główny głos kobiecie. Dlaczego to właśnie one są bohaterkami Twoich thrillerów?

To w zasadzie wymóg gatunkowy, wymóg thrillera psychologicznego. Nie znam, albo nie pamiętam, dobrego tekstu w tym gatunku, który opowiadałby o mężczyźnie. Wyjątkiem byłaby „Zaginiona dziewczyna”, ale w gruncie rzeczy mamy tam do czynienia z dwiema perspektywami narracyjnymi i jednak ten większy akcent Gilian Flynn kładzie na kobietę. Dlatego ja również poszedłem tą wydeptaną już drogą i podjąłem się opowiadania obu historii z perspektywy kobiecej. Było to dla mnie swego rodzaju wyzwanie narracyjne. I bardzo się cieszę, że się go podjąłem.

Kama jest główną bohaterką, ale nie jedyną. Oprócz niej poznajemy charakterystycznego komisarza, Lesława Korcza. Wyjaśnijmy to raz na zawsze: czy Korcz ma nerwicę natręctw? Myślałeś o Monku, kiedy tworzyłeś tę postać? A może inspiracja przyszła z zupełnie innej strony?

O dziwo, myślałem o Adasiu Miauczyńskim, ale o ile w filmach Marka Koterskiego ten wątek ma zabarwienie komediowe, to ja pomyślałem sobie o tym, aby ten problem potraktować serio. I dlatego Korcz jest taki, a nie inny. Ma też w sobie coś z pedanta i eleganta zarazem. 

Czy bohaterowie „Zmory” jeszcze powrócą? Nie ukrywam, że Korcz ma spory potencjał, by zostać konkurencją Bernarda Grossa.

Rzeczywiście zastanawiałem się nad tym i nie wykluczam takiego rozwiązania. Ale jeśli powstanie jakiś rodzaj kontynuacji, to nie będzie się opierał na dalszym prowadzeniu historii Kamy Kosowskiej. Co najwyżej pojawi się inna zagadka kryminalna, którą Korcz będzie musiał rozwiązać. Ale czy tak się stanie? Tego jeszcze nie wiem.

Wspomniałam o Grossie, głównym bohaterze Twojego kryminalnego cyklu. Przyznałeś niedawno, że powróci w nowej powieści przyszłym roku. Wiesz już, co dla niego szykujesz, i możesz uchylić rąbka tajemnicy?

Trochę wiem i trochę nie wiem. Od kilku miesięcy bardzo intensywnie myślę o powrocie do Chełmży, do komisariatu przy kościele Świętego Mikołaja, do jeziora, do życia osobistego komisarza Grossa i aspirantki sztabowej Moniki Skalskiej. Stęskniłem się już za tym cyklem, co – obym nie zapeszył – dobrze wróży. Historia zacznie się od zaginięcia starszego mężczyzny, który mieszkał nad jeziorem Głuchowskim w pobliżu Chełmży. To jest dokładnie ta sprawa, którą otrzymuje Gross w zakończeniu „Zadry”. Czeka nas więc intensywne zimowe śledztwo oraz powrót do sprawy napadu na żonę komisarza. Od razu jednak ostudzę zapał czytelników. Ta sprawa nie zostanie rozwiązana w czwartym tomie. Potrzymam jeszcze Państwa w niepewności. I jeszcze jedna rzecz: czwarty tom śledztw Grossa będzie moją dziesiątą, a więc jubileuszową powieścią. 

Czyli szykuje się świętowanie! A czy zanim Twoi czytelnicy spotkają się z Grossem, szykujesz dla nich jakąś niespodziankę?

Tak. Obecnie pracuję nad powieścią, która ma być rodzajem niskiego ukłonu w kierunku Harlana Cobena, bo to po przeczytaniu jego powieści postanowiłem zostać pisarzem i podporządkowałem życie osobiste osiągnięciu tego celu. Tym razem głównym bohaterem będzie mężczyzna. Akcja jest osadzona w podtoruńskiej gminie, a napisanie tej powieści ma być dla mnie formą odpoczynku po pracy nad trudnymi powieściami: psychodeliczną „Żałobnicą” i mroczną „Zmorą”. Nie wiem tylko, jak te ciągłe zmiany wytrzymają moi Czytelnicy! (śmiech)

Co pisze Ci się lepiej: kryminały czy thrillery?

Zarówno kryminały, jak i thrillery pisze się dokładnie tak samo trudno. Do tej pory każda z napisanych przeze mnie książek była walką. Nigdy nie wiem, czy uda mi się ukończyć rozpoczętą powieść. I nawet gdy trafiam na różnego rodzaju trudności, to z doświadczenia wiem, że te rafy uda mi się ominąć. Bywałem już w wielkich tarapatach, a jednak za każdym razem, po trudnej walce z materią, udawało mi się dokończyć powieść. Liczę, że tak będzie za każdym razem.

Jesteś laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru i Nagrody Czytelników, ale pierwsze kroki stawiałeś na Kryminalnych Warsztatach Literackich na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału. Jak to doświadczenie na Ciebie wpłynęło?

Udział w warsztatach – jestem o tym święcie przekonany – skrócił moją drogę do debiutu. Gdyby nie warsztaty, pewnie znacząco dłużej czekałbym na swoją szansę wejścia na rynek literacki. Poza tym nauka, którą wyniosłem z warsztatów, uwagi moich znakomitych nauczycieli, wciąż pobrzmiewają mi w głowie. Wciąż je słyszę i staram się stosować podczas pracy nad tekstem. 

Jeśli dobrze pamiętam, tuż przed pandemią postanowiłeś zostać pisarzem na pełny etat. Jak wygląda standardowy dzień pracy pisarza? Wstajesz o ósmej, piszesz do szesnastej? Masz ustalony dzienny limit stron?

Chciałbym pisać w tak wyznaczonych godzinach, ale to jest zupełnie nierealne. Dzień zaczyna się od spaceru z psem i ogarniania obowiązków domowych. Pisanie, w obecnej wersji nauki zdalnej, zostawiam więc sobie na popołudnie. Wtedy rozpoczyna się moja praca i trwa często do wieczora. Jeśli chodzi o limit, to jestem zadowolony, jeśli dziennie napiszę dziesięć tysięcy znaków ze spacjami. 

Czy masz jakieś nietypowe pisarskie przyzwyczajenia? Jeden z moich rozmówców wyznał na przykład, że potrafi pisać wszędzie, ale tylko przy okrągłym stoliku, kanty go rozpraszają.

Chciałbym mieć, bo to marketingowo dobrze wygląda. Ale prawda jest taka, że nie ma dla mnie znaczenia, gdzie piszę. Grunt, żebym pisał. To jest najważniejsza sprawa. 

Jesteśmy na Portalu Kryminalnym, muszę zatem zapytać: jaki kryminał czytałeś ostatnio?

Właściwie ciągle czytam coś kryminalnego. W kolejce czeka Piotr Borlik i jego „Wymazani z pamięci”, a także „Gorsza” Jarka Czechowicza. Natomiast wcześniej przeczytałem dwa znakomite teksty, które ukażą się wkrótce na rynku. Mowa o „Śpiewaczce” Macieja Klimarczyka i „Cierniu” Przemysława Żarskiego. „Śpiewaczką” jestem autentycznie zachwycony. Do debiut, ale moim zdaniem na najwyższym możliwym poziomie. Zaskakująca powieść ze znakomitą intrygą, świetnie rozegrana, a do tego napisana świetnym językiem. Można autorowi zazdrościć takiego wejścia na rynek. Powieść ukaże się w Wydawnictwie Literackim. Z kolei Żarski potwierdza swoją najnowszą powieścią, że jest w wąskim gronie najlepszych kryminalnych pisarzy w tym kraju.

A co jeszcze poleciłbyś czytelnikom Portalu? 

Zachęciłbym do przeczytania „Ostatniego tropu” Marka Bowdena. To znakomity reportaż o tym, jak po niemal czterdziestu latach policjanci wracają do sprawy zaginięcia sióstr Lyon. Wstrząsająca rzecz i absolutnie znakomita literatura faktu. Już po pierwszym zdaniu tej historii wiadomo, że będzie to wytrawna, choć pełna tragizmu, lektura.

Dziękuję!

Udostępnij

PRZECZYTAJ TAKŻE

RECENZJA

Zmora, Robert Małecki

„Zmora” to rzecz gęsta, niespieszna, ale wciągająca tak, że trudno się oderwać.

15 kwietnia 2021

NOWOŚĆ

Zmora, Robert Małecki

Porażający thriller kryminalny, w którym rodzinne sekrety zyskują niszczycielską moc…

14 kwietnia 2021

RECENZJA

Żałobnica, Robert Małecki

Rozplątywanie sieci kłamstw, którą autor pieczołowicie utkał wokół żałobnicy, to fascynujący proces.

03 września 2020

NOWOŚĆ

Żałobnica, Robert Małecki

Piękna kobieta po trzydziestce dziedziczy po śmierci męża spory majątek. Skrywane głęboko tajemnice po latach wypływają na wierzch i Anna orientuje się, że ktoś ...

12 sierpnia 2020

RECENZJA

Zadra, Robert Małecki

Robert Małecki trzyma poziom, który sam sobie narzucił, a ja z książki na książkę coraz bardziej lubię jego bohatera.

30 stycznia 2020

RECENZJA

Wada, Robert Małecki

Smutek bijący ze stron powieści właściwie osacza czytelnika. I trochę uzależnia, dlatego już czekam na kolejną powieść o Grossie.

01 lipca 2019

NOWOŚĆ

Wada, Robert Małecki

Komisarz Bernard Gross powrócił!

15 maja 2019

RECENZJA

Koszmary zasną ostatnie, Robert Małecki

Po lekturze całej trylogii mogę szczerze stwierdzić, że Robert Małecki zajmuje wysokie miejsce w moim rankingu polskich pisarzy, których książki po prostu warto czytać.

19 grudnia 2018

RECENZJA

Skaza, Robert Małecki

Robert Małecki „Skazą” rozpoczął nowy powieściowy cykl. I zrobił to w doskonałym stylu!

27 września 2018

NOWOŚĆ

Skaza, Robert Małecki

„Skaza” to opowieść o dramacie, który zatruwa umysły, ale też o zbrodni, błędach i odkupieniu. O miłości, zemście i sprawiedliwości – niekiedy tak różnie ...

05 września 2018

RECENZJA

Porzuć swój strach, Robert Małecki

Jeśli miałabym jednym zdaniem streścić, o czym jest najnowsza powieść Małeckiego, to powiedziałabym, że to książka o nałogu, który z siłą wodospadu zabiera ze ...

20 października 2017

NOWOŚĆ

Porzuć swój strach, Robert Małecki

Marek Bener powraca! Już dziś premiera drugiego tomu przygód toruńskiego dziennikarza, zatytułowana „Porzuć swój strach”. Powieść Roberta Małeckiego ukazała się ...

30 sierpnia 2017

RECENZJA

Najgorsze dopiero nadejdzie, Robert Małecki

Na stylistycznej kryminalno-literackiej mapie Polski debiutant mości sobie miejsce tuż obok Zygmunta Miłoszewskiego i Remigiusza Mroza, tak jak oni z jednej strony wnikliwie ...

24 października 2016

NOWOŚĆ

Najgorsze dopiero nadejdzie, Robert Małecki

Druga dzisiejsza nowość - i debiut uczestnika Kryminalnych Warsztatów Literackich - to "Najgorsze dopiero nadejdzie" Roberta Małeckiego: historia dziennikarza, który wikła ...

28 września 2016