Wywiad z Mieczysławem Gorzką

Autor: materiały wydawcy Data publikacji: 07 maja 2021

Niewielu polskich autorów kryminałów potrafi wciągnąć czytelnika tak szybko w świat tajemnic i podejrzeń – Gorzka jest mistrzem tej sztuki. Ma niezwykły talent do budowania wielowątkowych, skomplikowanych fabuł, od których nie można się oderwać. Już 19 maja ukaże się nowa książka Mieczysława Gorzki zatytułowana „Polowanie na psy”, którą poleca królowa polskich kryminałów – Katarzyna Bonda. Czym Gorzka zaskoczy nas jeszcze w tym roku?

 

Czy któraś z pana książek jest Panu szczególnie bliska? Ma Pan z nią silniejszą więź niż z pozostałymi?

Na pewno z tą, którą teraz piszę (śmiech). A tak na poważnie. Staram się, aby każda moja książka było trochę inna i każda jest mi bliska na swój specyficzny sposób. Teraz największy ładunek emocjonalny niesie ze sobą „Polowanie na psy” – książka, która ukaże się 19 maja. Bardzo jestem ciekawy, jak zostanie przyjęta przez czytelników, ponieważ jest trochę inna od powieści z cyklu „Cienie przeszłości”. Duży sentyment mam zwłaszcza do swojego debiutu zatytułowanego „Martwy sad”, ale tak naprawdę lubię każdą ze swoich książek.

 Gęsia skórka i zaparty dech – jak wywoływać takie emocje za pośrednictwem słów? Z pewnością jest to trudniejsze niż w przypadku filmów. Jeśli czytelnik nie odczuwa takich emocji w trakcie czytania kryminałów, to wina ich wyobraźni, czy umiejętności autora?

Myślę, że główna wina w tym przypadku leży po stronie autora, chociaż musimy brać pod uwagę i uszanować to, że każdy czytelnik jest inny, ma innych gust i oczekuje od lektury czegoś innego. Dla jednych czytelników książka będzie z gatunku tych przyprawiających o gęsią skórkę i przyspieszony oddech, drudzy przejdą nad nią do porządku dziennego, nie czując większych emocji. Zadaniem autora jest tak poprowadzić narrację, żeby tych pierwszych było zdecydowanie więcej. Dlatego powiedziałem wcześniej o winie autora.

Nie mam patentu na wywołanie emocji u czytelnika, po prostu staram się pisać takie książki, jakie sam lubię czytać. Jestem też dla siebie największym krytykiem. Czytając to, co napisałem, stawiam się w roli czytelnika. Jeśli mnie nie wciągnie, potrafię wyrzucić tekst do kosza i zacząć od nowa. Na razie ta metoda chyba zdaje egzamin (śmiech).

 Co stanowi o sukcesie książki? Jak przebić się ze swoimi dziełem, szczególnie że w ostatnim czasie wydaje się dużo kryminałów?

Jest wiele osób, które dałyby dużo za przepis na sukces książki na rynku. Niestety, taki przepis chyba nie istnieje. Moim zdaniem o sukcesie książki decydują trzy podstawowe czynniki. Po pierwsze, książka musi być dobra i podobać się czytelnikom. Tylko że to w wielu przypadkach nie wystarcza. Są świetni autorzy, którzy zasługują na miejsce w czołówce najlepszych krajowych pisarzy, a tymczasem nie wiadomo dlaczego pozostają szerzej nieznani. Dlatego ważny jest też drugi czynnik – promocja i reklama. To jednak również nie gwarantuje sukcesu, ponieważ ogromną rolę pełni tutaj jeszcze nieprzewidywalny i niepodlegający żadnej kontroli trzeci czynnik, jakim jest szczęście. Kto wie, czy szczęście nie ma tutaj podstawowego znaczenia (śmiech).

Pomysł na książkę, wątek, czy jakąś postać potrafi pojawić się w naszej głowie w najmniej oczekiwanej sytuacji. Przykładowo mówi się, że J.K Rowling zapisywała swoje pomysły na serwetkach. Miał Pan kiedyś podobną sytuację? Gdzie spisuje Pan pomysły, aby ich nie zapomnieć?

Tak dokładnie jest. Pomysły pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach. Czasem są inspirowane sytuacjami, które zdarzają się w codziennym życiu, muzyką, filmem, czasem nie są z niczym powiązane. U mnie zazwyczaj pojawia się wizja jakiejś kluczowej sceny, wokół której moja wyobraźnia dobudowuje później całą historię. Zdarza się też, że wymyślam ciekawą postać i zaczynam tworzyć fabułę przypisaną konkretnie do niej. Oczywiście, najciekawsze pomysły zapisuję. Nigdy jednak nie zapisuję ich pod wpływem impulsu na pojedynczych kartkach, czy serwetkach. Takie kartki i tak zaraz gubię (śmiech). Mam folder w komputerze, gdzie zapisuję pomysły, ale dopiero jak minie jakiś czas i utworzy się z nich ciekawa historia. Przez lata trochę się już tego uzbierało i pewnie większość pozostanie na zawsze na etapie pomysłu.

Średniowiecze kojarzy się szczególnie z książkami fantasy. Czy średniowiecze to epoka, w której znajdzie się miejsce na kryminał? Podobno ma Pan pomysł na tego typu książkę*?

 Od lat jestem zafascynowany średniowieczną historią Wrocławia i Śląska. Dla mnie tamte czasy byłyby idealną scenerią, w której mogłaby się rozegrać dramatyczna historia kryminalna. Średniowiecze było okresem w dziejach, w którym występowały ekstremalne skrajności. Część społeczeństwa cierpiała straszną biedę, podczas gdy inni opływali w luksusy, duża część ludzi żyła w ascezie, w strachu przed karą boską i wiecznym potępieniem, podczas gdy druga część nie miała żadnych hamulców moralnych i bardziej ceniła sobie ziemskie rozkosze niż obietnicę życia wiecznego. Podejście do zbrodni i kar też było ekstremalne. Nawet za drobne przewinienia karano pręgierzem lub bliższym spotkaniem z katem. Uważam, że pomysł na seryjnego mordercę w tamtych czasach ma wielki potencjał. Taka historia doprawiona elementem diabelskiego zabobonu mogłaby u czytelnika wywołać dodatkowy dreszczyk podczas czytania. Może kiedyś spróbuję napisać taką książkę.

 Spędził Pan we Wrocławiu dużą część swojego życia. Czy pamięta Pan jakąś zbrodnię bądź sprawę, której losy szczególnie Pan śledził? Czy w ogóle obserwuje Pan tego typu sprawy?

Staram się sam wymyślać historie na potrzeby swoich książek, to jednak nie znaczy, że nie interesują mnie prawdziwe zbrodnie i prawdziwe śledztwa. Kiedy tylko gdzieś w Internecie natknę się na taki artykuł, natychmiast ląduje on w moim archiwum. Poza tym od lat śledzę historię prawdziwych seryjnych morderców. Zawsze uważałem, że wyobraźnia autorów kryminałów nie dorównuje realnemu życiu i przeglądając archiwalne materiały dotyczące prawdziwych zbrodni, ciągle utwierdzam się w tym przekonaniu.

Kiedyś próbowałem czytać o zbrodniach popełnionych we Wrocławiu i w okolicach, szybko jednak zrezygnowałem. Zrobiłem to z premedytacją, uznając, że nie chciałbym się nimi nieświadomie zasugerować. Wystarczy, że po mieście grasują wymyśleni przeze mnie mordercy, a przestępstwa są w całości fikcja literacką.

 Czy Mieczysław Gorzka może być polskim Jo Nesbø? 

Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli się wzorować, to na tych najlepszych, a jeśli mam być porównywany do innych autorów, to najlepiej do kogoś, kogo uważam za swojego mistrza.

 Jak wygląda Pana rutynowy proces pisania? Ma Pan swoje rytuały?

Nie mam żadnych rytuałów podczas pisania. Pisząc cykl „Cienie przeszłości” dużo pracowałem zawodowo, więc nauczyłem się wykorzystywać na pisanie każdą wolną chwilę. Pisałem w pociągu, w kolejce do lekarza, czekając na syna w szkole i jeszcze w wielu dziwnych miejscach. Poza tym, żeby było szybciej, pisałem akurat takie fragmenty, które w danym momencie mi się najlepiej tworzyło. W związku z tym książki „Iluzja” i „Totentanz” powstawały równocześnie, a do tego ich rozdziały pisałem nie po kolei. Teraz mam więcej czasu na pisanie i wygląda to trochę inaczej. Ciągle jednak nie dorobiłem się żadnych pisarskich nawyków. Ciągle piszę kilka rzeczy na raz, ale przynajmniej staram się pisać zgodnie ze scenariuszem, nie przeskakując za daleko do przodu (śmiech).

Załóżmy, że któraś z Pana książek doczekała się ekranizacji. Lepiej, żeby był to film czy serial?

 Kto czytał moje książki, wie, że tworzę skomplikowane, wielowątkowe fabuły, występuje w nich spora liczba postaci i bardziej nadają się na długi serial niż na film. Żadnej mojej książki nie dałoby się sensownie upchać w dwugodzinnym filmie bez szkody dla fabuły.

Książka, o której mało się mówi, a zasługuje na dotarcie do większej publiki to… 

Jak już wspominałem wcześniej, jest wielu autorów, którzy piszą bardzo dobre książki, i wiele tytułów zasługujących na większą popularność wśród czytelników. W tym miejscu wymieniłbym Tomasza Duszyńskiego z cyklem „Glatz” i książki Marka Stelara.

 Czy ma Pan jakieś rady dla młodych pisarzy kryminałów? Jakie według Pana powinien mieć pisarz tego gatunku literackiego?

Sam ciągle uważam się za początkującego pisarza, który musi sobie jeszcze udowadniać, że umie pisać książki, więc nie powinienem udzielać rad innym. Jeśli jednak miałbym coś powiedzieć, brzmiałoby to tak: bądźcie cierpliwi, wierzcie we własne możliwości, nie patrzcie na mody i trendy, realizujcie własne oryginalne pomysły, nie przejmujcie się krytyką, ale jej nie lekceważcie.

Jedną z Pana inspiracji była piosenka Comy. Co jeszcze Pana inspiruje?

Tak jak już mówiłem,  inspiracje przychodzą w różnych momentach i są sprowokowane różnymi sytuacjami. W przypadku „Martwego sadu” był to tekst utworu zespołu Coma, kiedy indziej są to filmy lub prawdziwe morderstwa. Czasem pomysły na pierwsze sceny w książkach pojawiają się po prostu w głowie bez żadnej rozpoznawalnej inspiracji.

Czy ma Pan plany na kolejne publikacje niezwiązane z komisarzem Zakrzewskim? Jakiego głównego bohatera chciałby Pan stworzyć?

Oczywiście mam pomysły na książki niezwiązane z cyklem o komisarzu Zakrzewskim. Jest ich całkiem sporo i pewnie w najbliższym możliwym terminie będę zaczynał je realizować. Dwa z nich już są w bardziej zaawansowanej fazie pisania. Na pewno będzie to kilka pojedynczych, niepowiązanych ze sobą książek, w których chciałbym bardziej zagłębić się w psychikę głównych bohaterów i zastanowić się, co tak naprawdę może popchnąć człowieka do popełnienia zbrodni. Zdaję sobie sprawę, że ten problem był poruszany już w niezliczonej ilości filmów i książek, ja jednak chciałbym na niego spojrzeć po swojemu i mam nadzieję, że powstaną z tego ciekawe historie.

Cały czas krystalizuje mi się w głowie pomysł na nową serię kryminalną z zupełnie nowym bohaterem, który nie byłby policjantem, tylko współpracował z policją przy poszukiwaniu osób zaginionych. Ten pomysł chciałem nawet zrealizować zaraz po zakończeniu cyklu „Cienie przeszłości”, uznałem jednak, że będzie lepiej, gdy jeszcze chwilę popracuję nad koncepcją całości, by nie powielać pewnych schematów z poprzednich książek.

Gdyby miał Pan napisać inny gatunek niż kryminał, byłby to…?

Ale ja cały czas piszę albo przynajmniej planuję napisać książki inne niż kryminały! Jestem wielkim fanem twórczości Stephena Kinga i Deana Koontza, mam więc naturalnie kilka pomysłów na powieści z dreszczykiem w stylu horror & mystery. Wydaje mi się, że te są bardzo blisko fazy realizacji, dlatego gdyby miała się ukazać moja książka inna niż kryminał, prawdopodobnie byłaby w tym stylu.

Ponadto pracuję nad książką  fantasy, która rozgrywałby się  w realiach średniowiecza na Śląsku, dość zaawanasowane są plany napisania powieści science fiction z gatunku space opera. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zrealizować i te pomysły.

 Jak Pan sądzi – dlaczego to właśnie kryminały tak bardzo nas pociągają?

Zło i występek towarzyszą ludziom od tysiącleci. Taką mamy naturę.  Myślę, że wielu z nas lubi zapuścić się w zakazane rejony, których całe życie unikamy. Lubimy dreszczyk emocji, kiedy ścigamy morderców, nie ruszając się z miękkiego fotela i wiedząc, że na końcu i tak zatriumfuje sprawiedliwość i dobro. Uważam, że formuła powieści kryminalnej jeszcze długo się nie wyczerpie.

 

Udostępnij

PRZECZYTAJ TAKŻE

NOWOŚĆ

Polowanie na psy, Mieczysław Gorzka

Komisarz Marcin Zakrzewski, bohater bestsellerowego cyklu kryminalnego „Cienie przeszłości“ powraca!

19 maja 2021

NOWOŚĆ

Totentanz, Mieczysław Gorzka

Policjanci Marcin Zakrzewski, Paulina Czerny i Parol Szawczak powracają w trzeciej części cyklu kryminalnego „Cienie przeszłości”.

26 maja 2020

RECENZJA

Martwy sad, Mieczysław Gorzka

Mieczysław Gorzka wykorzystuje bowiem to, co najbardziej w kryminałach lubimy: mroczną zagadkę z przeszłości, i doprawia ją skomplikowanym życiem uczuciowym głównego ...

20 lutego 2020

NOWOŚĆ

Iluzja, Mieczysław Gorzka

Seria brutalnych morderstw, pozornie niepowiązane ze sobą ofiary, brak wyraźnego motywu zbrodni. Sprawca nie zostawia po sobie żadnych śladów, oprócz tych, które chce ...

21 listopada 2019