
Topice – niewielkie miasteczko z rodzaju tych, w których nigdy nie jesteś anonimowy. Możesz być dla kogoś obcy, ale w ten specyficzny, małomiasteczkowy sposób jesteś jednocześnie „swój”. Kiedy kichniesz, z drugiego końca ktoś natychmiast zawoła „na zdrowie”. I można by przypuszczać, że to idealne miejsce na reset, ucieczkę i przezwyciężenie własnych demonów. Cóż…
Podkomisarz Ada Heldisz, stołeczna policjantka, ucieka przed narastającymi atakami paniki i traumatycznymi zdarzeniami. Liczy na to, że z dala od zgiełku i dawnego życia będzie w stanie uciec od pewnych spraw i je po prostu przeczekać. Jak łatwo można się domyślić – to nie takie proste.
Od Bloków dzieliło ich kilka minut jazdy. Całą tę mieścinę da się zamknąć w takim zdaniu, pomyślała. Tu wszędzie można było dotrzeć w parę minut samochodem.
Jest 31 stycznia 1998 roku, kiedy w lesie zostają znalezione zwłoki Julii Grabowskiej – córki lokalnego prominenta. Mężczyzna prowadzi fabrykę mydła, która utrzymuje połowę miasteczka. Co za tym idzie – zdobycie informacji o nim czy jego córce graniczy z cudem. Nikt nie chce się narazić lokalnemu „królowi” i stracić zarobków ani możliwości funkcjonowania w hermetycznej społeczności.
(...) gdziekolwiek spojrzała, widać było piętno Stanisława Grabowskiego. Zdumiewała ją siła, z jaką oddziaływał na to miasto.
Sprawy nie ułatwia fakt, że ojcem chrzestnym zamordowanej i najbliższym przyjacielem (a może raczej sojusznikiem i obrońcą) Grabowskiego jest komendant miejscowej policji, bezpośredni przełożony Ady. Powierza Heldisz śledztwo, jednocześnie starając się ją izolować od ojca Julii. Mając do pomocy młodego, niedoświadczonego policjanta, prokuratora, który nie może się zdecydować, czy bardziej chce jej pomóc, czy bardziej jednak cierpi z powodu pracy w takim miejscu, Ada usiłuje ustalić, co się stało. Sprawy zaczynają się komplikować, kiedy giną kolejne osoby…
Wydawać by się mogło, że to wszystko już było, że nie da się powiedzieć nic więcej o złamanych policjantach, ich traumach i demonach, trudnej przeszłości. Są jednak autorzy, którzy udowadniają, że nawet z tego da się wycisnąć coś świeżego i innego. Klimat tworzył w dużej mierze czas, w którym Maciej Rożen osadził powieść. W latach dziewięćdziesiątych nie dało się ot tak zadzwonić do nikogo po wsparcie czy wysłać wiadomości z jakimś drobnym pytaniem. Na wszystko potrzebny był czas. A w tym wszystkim młoda, pogubiona dziewczyna, która była świetną policjantką, dopóki nie zobaczyła czegoś, co ją kompletnie złamało. Próbuje więc poskładać nie tylko śledztwo – przede wszystkim stara się poskładać siebie. Bardzo sugestywne są jej ataki paniki – nie wiem, czy dokładnie tak one wyglądają, sekunda po sekundzie, ale na kartach „Złej krwi” czuć tę narastającą bezradność, oderwanie się od siebie i brak jakiejkolwiek kontroli nad ciałem; to kompletna utrata „sterowności”.
Świetnym wątkiem jest też postać Grabowskiego jako lokalnego VIP-a, który daje połowie miasteczka pracę, więc co do zasady nie można powiedzieć o nim nic złego, jeśli nie chce się wylądować na bezrobociu. Sieć chorych zależności i konszachtów, policjanci, którzy tak samo jaki inni ludzie nie chcą się mieszać, za dużo mówić i za dużo widzieć… Dociekliwość Heldisz nikomu nie jest tutaj na rękę.
Nie jest to kryminał niezwykły, wyjątkowy, taki, który nie pozwoli wam spać i odłożyć się nawet na sekundę. Na pewno jednak dostarczy wielu emocji i zaskoczeń i nie okaże się stratą czasu. Pozwoli poczuć bezradność i niemoc – wszystko to, z czym musiała mierzyć się podkomisarz Heldisz.
Złamana bohaterka, której nie zapomnisz. Zbrodnie, które będą ci się śniły po nocach. I finał, którego nie jesteś w stanie przewidzieć.
24 stycznia 2024
