
„Wszystko zostaje w rodzinie”, nowy thriller brytyjskiego autora Johna Marrsa, zaczyna się niemal sielankowo: Mia i Finn, młode małżeństwo, kupują stary, zaniedbany dom z zamiarem zamienienia go w wymarzone gniazdko. Nie mają może zbyt wiele pieniędzy, ale Finn i jego ojciec Dave znają się na remontach, więc większość prac wykonają sami. Co mogłoby pójść nie tak? Niestety, wiele. Szybko okazuje się, że przeszłość domu jest mroczniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Tajemnicza wiadomość na listwie przypodłogowej to dopiero początek strasznych odkryć.
Zacznijmy od ostrzeżenia: nie powinny sięgać po tę powieść osoby szczególnie wrażliwe na krzywdę dzieci. To właśnie one są tutaj ofiarami, to na ich krzywdzeniu zasadza się fabuła. Marrs nie lubuje się w opisach krzywd, nie epatuje brutalnością, pozostawia mnóstwo niedomówień – ale sugestia, że wydarzyło się coś strasznego, działa na wyobraźnię bardziej niż szczegółowy opis.
Historię poznajemy z perspektywy czterech postaci: Mii i Finna oraz Debbie i Dave’a, rodziców Finna. Jak na dobry thriller przystało, każde z nich skrywa jakieś sekrety. Może nam się wydawać, że łatwo je odkryć, że autor podpowiada zbyt dużo i nie daje miejsca na domysły – ale to świetna zmyłka. John Marrs pozwala nam wierzyć, że wszystko jest oczywiste, tylko po to, by za chwilę wywrócić tę koncepcję do góry nogami. Warto przeczytać jego nową powieść choćby tylko dla tych fabularnych twistów. Ogromną zaletą „Wszystko zostaje w rodzinie” jest też sposób prowadzenia narracji. Krótkie rozdziały z perspektywy wspomnianej już czwórki bohaterów, przeplatane wycinkami z gazet, fragmentami wywiadów, zapiskami z konferencji prasowych i tak dalej, do tego wtręty z opowieścią sprzed blisko czterdziestu lat – to wszystko świetnie buduje napięcie i sprawia, że od książki trudno się oderwać.
Ale jedna rzecz się w tej powieści nie udała, przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie. Otóż nie znalazłam tu ani jednej postaci, którą mogłabym polubić. I o ile Finn, Dave i Debbie celowo zostali zbudowani w taki właśnie sposób, o tyle trudno mi powiedzieć, czy takie samo było zamierzenie autora w przypadku Mii. To właśnie z nią spędzamy najwięcej czasu i teoretycznie powinna wywoływać w nas sympatię czy choćby współczucie – ale dla mnie coś tu nie zagrało. Mia jest uparta, przemądrzała, wykorzystuje ludzi, do tego często zachowuje się głupio (owszem, tłumaczy ją zdrowie, ale to nie zmienia mojego odbioru), dlatego zamiast sympatii czułam rosnącą irytację. A na dłuższą metę towarzystwo samych nieprzyjemnych bohaterów bywa męczące, bo chciałoby się przecież trzymać za kogoś kciuki.
Czy „Wszystko zostaje w rodzinie” zostanie ze mną na długo? Nie. To nie jest książka, która zapisze się w pamięci na lata. Ale czytało mi się ją znakomicie, bo Marrs potrafi budować napięcie, bawić się formą i skutecznie zaskakiwać. Dlatego jeśli szukacie wciągającej historii – idealnej do pociągu, samolotu czy na wakacyjny wypoczynek – ta powieść może okazać się świetnym wyborem.
Trzy kobiety. Trzy historie. Trzy tajemnice.
02 kwietnia 2026

5 listopada – Noc Ognisk. Kobieta budzi się wewnątrz koszmaru. Związana i zakneblowana leży w samym środku ogromnego ogniska. Dym gęstnieje, panika narasta. Płomienie są ...
21 października 2025

Dom z marzeń czy dom z koszmarów?
06 sierpnia 2025

Gdybym miała w jednym zdaniu ująć, czym jest powieść „Co się skrywa między nami?”, powiedziałabym, że to opis relacji dwóch blisko spokrewnionych kobiet, na którą ...
20 maja 2021

Ten thriller to prawdziwe wyzwanie!
24 marca 2021

„Dopasowani” to rozrywkowa propozycja, która ani nie wymaga zbyt wiele od czytelnika, ani nie nudzi – także pod względem stylu.
03 stycznia 2018

„Dopasowani” Johna Marrsa to historia o znajdowaniu idealnego partnera dzięki badaniom DNA. Ale nawet „genetyczne bratnie dusze” mają swoje sekrety, nierzadko ...
17 października 2017
