
To już trzecie spotkanie z inspektorem Nikiforem Poradeckim, po powieściach „Zło w Cmentarnej Górze” i „Uzdrowisko”. Konrad Chęciński ponownie sięga po sprawdzony schemat: zbrodnię w niewielkiej społeczności i śledztwo prowadzone wśród ograniczonego kręgu podejrzanych. Brzmi wręcz klasycznie? Takie też jest – „Wampir z Woźnickich Dołów” to wariacja na temat klasycznego kryminału.
Woźnickie Doły to niewielka miejscowość, w której życie płynie spokojnie. Do czasu: w Zaduszki w miejscowej bibliotece zostają znalezione zwłoki bibliotekarki. Halina Madej nie budziła powszechnej sympatii i wcale jej na tym nie zależało. Ale dlaczego ktoś mógł pragnąć śmierci zgorzkniałej, samotnej kobiety, która spędzała życie wśród książek i niemal z nikim nie rozmawiała? Bałagan na miejscu zbrodni sugeruje, że sprawca gorączkowo czegoś szukał. Czy znalazł to, czego pragnął?
Śledztwo prowadzi inspektor Nikifor Poradecki. Jak przystało na bohatera klasycznego kryminału, nie poprzestaje na powierzchownych wyjaśnieniach. Musi zajrzeć w przeszłość ofiary – oraz innych mieszkańców Woźnickich Dołów. . A ta okazuje się pełna przemilczeń, niedopowiedzeń i tajemnic.
Jednym z tropów odnalezionych przez policję jest powieść Agathy Christie. Ale to coś więcej niż rekwizyt – to wyraźny sygnał literackiej inspiracji. Powieść Konrada Chęcińskiego przypomina bowiem książki królowej kryminału. Akcja toczy się powoli, bez gwałtownych zwrotów akcji czy efekciarskich scen. Napięcie budowane jest stopniowo, bardziej poprzez atmosferę i odkrywanie faktów niż przez dynamiczne wydarzenia. Autor pozwala nam spokojnie przyglądać się kolejnym wskazówkom, detalom, które tylko pozornie są nieistotne. Ba – nawet sposób wyjaśnienia zagadki przywodzi na myśl finałowe sceny z udziałem Poirota, kiedy ten przedstawia logiczną rekonstrukcję wydarzeń, które doprowadziły do zbrodni. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, z perspektywy zewnętrznej, to kolejny ukłon w stronę klasycznej formy. Autor nie eksperymentuje z konstrukcją ani stylem, stawiając raczej na solidność i konsekwencję. Sama historia jest jednak bardziej rozbudowana, niż mogłoby się wydawać na początku. Zaglądamy bowiem także w daleką przeszłość Woźnickich Dołów, do czasów, kiedy stał tu dwór, później przekształcony w sierociniec. A wszystko zaczyna się od znalezionego na miejscu zbrodni zdjęcia z 1939 roku.
Powieść zadowoli więc tych, którzy lubią klasyczne, oparte na zagadce i dedukcji kryminały. Tych natomiast, którzy zasugerowali się tytułem czy okładkową grafiką i oczekiwali mrocznej, niepokojącej historii, może lekko rozczarować. Wampir, czas akcji (okolice Wszystkich Świętych) i jej miejsce (okno biblioteki, w której doszło do zbrodni, wychodzi prosto na stary, zaniedbany cmentarz) – to wszystko zapowiadało mroczną, niemal gotycką historię. Tymczasem mrok kryje się tutaj jedynie w przeszłości mieszkańców Woźnickich Dołów. I choć bywa ona trudna, nie ma w niej nadnaturalnej grozy. To raczej mrok dawnych tajemnic niż cień wampira unoszący się nad miasteczkiem.
Detektywistyczna łamigłówka, która łączy klimat klasycznego kryminału z mrokiem polskiej prowincji.
11 lutego 2026

Ta rajska fasada to cmentarzysko sekretów.
24 kwietnia 2024

Niektóre tajemnice powinny zostać pogrzebane. Na zawsze.
13 października 2021
