{mosimage} Kryminalna sprawa podparta Szekspirem

 
Sprawę kryminalną uważa się za pierwszą rodzimą realizację kryminalnego gatunku. I tu Kraszewskiego trzeba także zaliczyć do pionierów światowych. O pierwszym polskim kryminale - tekst autorstwa +Tomasza Daniela Dobka+

">

{mosimage} Kryminalna sprawa podparta Szekspirem

 
Sprawę kryminalną uważa się za pierwszą rodzimą realizację kryminalnego gatunku. I tu Kraszewskiego trzeba także zaliczyć do pionierów światowych. O pierwszym polskim kryminale - tekst autorstwa +Tomasza Daniela Dobka+

"> Sprawa kryminalna, J.I. Kraszewski - Portal Kryminalny

Sprawa kryminalna, J.I. Kraszewski

Autor: Redakcja
Data publikacji: 02 września 2010

Sprawa kryminalna

Autor: J.I. Kraszewski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kryminalna sprawa podparta Szekspirem

Józef Ignacy Kraszewski był najpłodniejszym pisarzem w naszej historii, a przed Sienkiewiczem chyba największym naszym prozaikiem przygodowo-historycznym. Kilkaset pozycji powieściowych , z których mnóstwo święciło tryumfy za granicą, niejako z definicji, zawierało szerokie spektrum gatunkowe: ilustrując dominującą u niego materię społeczną i historyczną, Kraszewski wykorzystywał schematy przygodowe, fantastyczne, romansowe, sensacyjne – a raz nawet – schemat kryminalny.


Sprawę kryminalną uważa się za pierwszą rodzimą realizację kryminalnego gatunku. I tu Kraszewskiego trzeba także zaliczyć do pionierów światowych: rzecz powstała gdzieś pod koniec trzeciego okresu twórczości pisarza (około 1872), wpisana w sporą serię powieści społecznych. Istotnie, obrazek z życia ówczesnej szlachty (schyłkowej przecież) jest tu podstawą, by zarysować jednak problem mentalności czasu, a konkretnie antagonizmy wynikające z rozziewu religii czy pochodzenia, pisarz układa wcale zgrabną intrygę sensacyjną – a archetyp locked room mystery wykorzystuje tu jako jeden z pierwszych w ogóle.

Autor mógł już znać swych „kryminalnych” poprzedników, z Poem na czele (Morderstwo przy Rue Morgue, 1841), choć ich liczba była natenczas jeszcze skromna. Mimo, że z pisarzy światowych cenił głównie społeczników, jak Gogola, Balzaka czy Zolę, chwalił także i Dickensa, a u niego przecież pojawiało się mnóstwo motywów śledczych (w 1853 powstaje sądowa powieść Samotnia, z reportażowym opisem dochodzenia detektywa Bucketta). W 1870 powstanie dopiero dickensowski, niedokończony kryminał rasowy (Tajemnica Edwina Drooda), z którym też Kraszewski mógł się zetknąć. Jeśli Dickens, to i rzecz jasna jego „podopieczny” Wilckie Collins, kryminalny autor, o którego zazdrość popchnęła Dickensa do napisania historii Edwina Drooda. Balzak miał kryminalny epizod w Komedii ludzkiej (1846); a po drodze był przecież jeszcze łotrzykowski Dumas-ojciec (a Mohikanie w Paryżu, 1854 to rzecz wprost policyjna); współcześnie z Kraszewskim pojawia się we Francji Emile Gaboriau z panem Lecoq , na wschodzie zaś trzy nowelki sensacyjne Czechowa.

Nasz autor miał więc na czym budować; znać zresztą, iż opisy powieściowego śledztwa, prowadzonego przez lokalnego urzędnika-pisarza Małejkę, są jeszcze „świeże”, bazujące na bardzo literalnym rozumieniu powiedzenia „po nitce do kłębka”: każdy detal śledztwa, każdy istotny przedmiot, poszlaka czy trop, przedstawiane są czytelnikowi skrupulatnie z nastawieniem wykładowcy, który pierwszy raz odsłania przed laikiem mechanizmy rozwiązywania kryminalnej zagadki.

W czym jednak rzecz? Niejaki pan Daniel Tremmer, mieszczanin i protestant, obejmuje dwór po sąsiedzku z panem prezesem Wychlińskim. A że jest w okolicy obcy, a na dodatek jeszcze „luter”,  początkowo ciekawość miejscowych połączona jest z nieufnością. Jednakże Tremmer okazuje się być gospodarzem obrotnym, a przy tym i towarzysko człowiekiem ujmującym, nie mijają więc dwa lata, jak zaczęto go traktować jak swego (w ramach granic, rzecz jasna, bo przecież co „luter”, to „luter”), a nawet darzyć szczerą sympatią.

Młody dziedzic zżył się zwłaszcza z sąsiadami: prezesem, ciotką Wychlińską i panną Leokadią. I gdyby nie fakt innowierstwa, zapewne naturalnym trybem literackich schematów Daniela i prezesównę połączyła by stuła. Prezes jednak, co wiadomo było wszystkim, w tej kwestii był konserwatywny ponad miarę, a Tremmer szanując to nie narzucał się, i utrzymywał z panną kontakt li tylko przyjacielski.

I toczyło się życie lekko i znośnie, gdy tu pewnego dnia… o poranku, służba w sypialni Daniela odnajduje ślady włamania, jego samego zaś brak.Wezwany śledczy Małejko, człek z pochodzenia ubogi, lecz nadrabiający rozumem nieprzeciętnym, w pierwszej chwili odczytuje po śladach, iż ma do czynienia ze zwyczajnym rabunkiem, porwaniem, może nawet morderstwem… Po pewnym czasie jednak coś zaczyna mu psuć klarowną wizję sprawy: raz, że ciała nigdzie nie znaleziono, dwa , iż pozostawione tropy układają się jednak w wizję wcale dziurawą i – mającą ślady - mistyfikacji? …

Kraszewski w Starej baśni czytelnie zapożyczył motyw makbetycznej królowej (żona Popiela), w Sprawie kryminalnej chyba także z namysłem podparł się Szekspirem: intryga powieści buduje bowiem mocno na – powiedzmy – racjonalnej próbie rozwiązania perypetii dwojga kochanków z Werony. Owszem, u Szekspira nieuchronne fatum zmusza Romea i Julię do zagrania w desperacką grę ojca Laurentego, a podstęp, jak wiadomo, młodym zdał się na nic… U Kraszewskiego motorem intrygi są także nieprzejednane konwenanse, które zmuszają zakochanych (bo jednak znajdą się zakochani) do postawienia na oszustwo. Oszustwo jednak przedstawiono dobrodusznie, do czego przyczyniają się bardzo plastyczne i czerstwe postaci Kraszewskiego. Te zaś z nich, które robią za  spiritus movens akcji, są także wariacjami figur z tragedii Szekspira: obie ciotki, Wychlińska i Benigna, biorą miejsce Piastunki Julii, ojciec Serafin to zaś odpowiednik Laurentego…

I trzyma się Kraszewski swej sensacji sprawnie i konsekwentnie, choć zbyt szybko rzecz wyjaśnia, bo już nieco poza połową powieści. Świadom tego, gmatwa rzecz ponownie, przedłuża rozwiązanie, odrobinę już nieudolnie,  jednak nadal czarując malowanym przed nami salonowo-szlacheckim nastrojem. Finał nadchodzi już tylko pro forma, bo i tak na długo przed końcem wszystko jest jasne.

To nic jednak, bo jak na próbę pierwszą, Sprawa kryminalna zaskakuje pozytywnie: przede wszystkim  już solidnie ukształtowanym bohaterem detektywistycznym, lichym pół amatorem, kompensującym  ambicjonalną zawziętością, oraz bardzo konsekwentną logiką intrygi. Intrygi, która tkwi jeszcze na pograniczu komedii intryg rodem z Plauta i rozwijającej się dopiero rzetelnej sensacji. Warto zatem powieść znać, bo to wszakże cenne egzemplum kształtowania się kryminału na naszym gruncie. A długo w tej materii będzie u nas cicho...



Sprawa kryminalna
Józef Ignacy Kraszewski
Wydawnictwo Literackie
Kraków 1987
Stron: 190

 

 

 

 

 

 

Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Sprawa kryminalna" J.I. Kraszewski

PRZECZYTAJ TAKŻE

RECENZJA

Sprawa kryminalna, J.I. Kraszewski

{mosimage}Kilkaset pozycji powieściowych Kraszewskiego, niejako z definicji, zawierało szerokie spektrum gatunkowe: ilustrując dominującą  u  niego  materię ...

17 kwietnia 2007