
Jako bibliotekarka często spotykam się z prośbą o polecenie dziecku jakiegoś, odpowiedniego do wieku oczywiście, kryminału. Młodzi czytelnicy interesują się tematem, a rodzice nie chcą rzucać ich na głęboką wodę w postaci „dorosłych” książek. Ta gałąź literatury dziecięcej rozwija się przez ostatnie lata bardzo prężnie. I coraz częściej da się wskazać naprawdę dobre i wartościowe tytuły. Kolejnym przedstawicielem gatunku jest seria „Tajemnice domu handlowego Sinclairs”. To czterotomowe dzieło autorstwa Katherine Woodfine rozpoczyna „Pozytywka”.
Mamy początek XX wieku. Główna bohaterka, czternastoletnia Sophie Taylor, właśnie jest w drodze do domu handlowego Sinclairs, w którym ma rozpocząć pracę. Dziewczyna dostała posadę w sklepie z kapeluszami. Niedawno zmarł jej ojciec, pozostawiając ją bez dachu nad głową. Dziewczyna jest „za stara” na miejsce w sierocińcu, więc jest zdana na siebie. Znajduje pokój w pensjonacie dla pracujących dziewcząt i rozpoczyna dorosłe, samodzielne życie. Nie jest jej jednak łatwo. Jeszcze przed rozpoczęciem pracy naraziła się swoim nowym koleżankom i jest przez nie wyśmiewana. Mimo to stara się jak najlepiej wykonywać obowiązki i nie zwracać uwagi na docinki. Jest pomocna, skrupulatna i uczynna.
Teraz jej jedynym pragnieniem było wyglądać czysto i schludnie. Nie była już tamtą dziewczyną. W lustrze jej twarz wyglądała znajomo, ale dziwnie. Miała wrażenie, że jest starsza, blada, zmęczona i rozbita. Cała jej sylwetka wyrażała znużenie, jakby to był koniec ciężkiego tygodnia. Przez chwilę miała ochotę poużalać się nad sobą, ale szybko wzięła się w garść. Papa na pewno powiedziałby, że powinna pamiętać o tym, jakie ma szczęście, że się tutaj znalazła.
Cały dom handlowy szykuje się do wielkiego otwarcia, więc wszyscy są zdenerwowani i panuje ogólny chaos. W szale przygotowań Sophie poznaje jednak dwie przyjazne osoby – Lil oraz Billy’ego. Nie wie, że już wkrótce to właśnie na nich będzie musiała polegać.
Tuż przed otwarciem z domu handlowego zostają skradzione kosztowne przedmioty, w tym wróbelek – mała, nakręcana pozytywka. Wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności o przestępstwo zostaje oskarżona Sophie. Dziewczyna musi mierzyć się z jeszcze większymi uprzedzeniami i przytykami niż dotąd. Ma jednak u swojego boku nowych znajomych, którzy – mimo że znają ją krótko – wierzą w jej niewinność i za wszelką cenę próbują jej pomóc.
„Pozytywka” to bardzo przyjemna, wciągająca lektura nie tylko dla najmłodszych. Bohaterowie są wiarygodni i sympatyczni, łatwo się z nimi identyfikować i współodczuwać. Autorka w ciepły i kojący sposób przedstawia relację młodych detektywów i to, jak bezinteresownie i bez chwili zastanowienia rzucają się sobie na pomoc. Buduje dzięki temu pozytywny przekaz: warto pomagać, bo nigdy nie wiesz, czy to ciebie za chwilę nie spotka coś złego.
Tak, na pewno znajdziemy w tej powieści pewne uproszczenia i klisze, pamiętajmy jednak, że jest to tytuł dla młodszych czytelników. Każdy z nas przecież od czegoś zaczynał i niejednokrotnie były to proste historie. Niczego to „Pozytywce” nie ujmuje. Ponadto książka jest bardzo klimatyczna ze względu na fakt, że akcja rozgrywa się na początku dwudziestego wieku i mamy do czynienia z odmiennymi realiami (weźmy choćby to, że czternastolatka jest „za stara” na dom dziecka i musi pójść do pracy). Stroje, zwyczaje, sposób zachowania czy wypowiedzi – to wszystko wyróżnia powieść Katherine Woodfine. A ilustracje, których w tej książce sporo, będą dla młodych czytelników rozmaiceniem.
„Pozytywka” na stałe trafi zatem do katalogu książek, które będę polecać swoim najmłodszym czytelnikom jako mniej oczywisty przykład literatury detektywistyczno-kryminalnej, wcale nie gorszej niż Nesbø czy Widmark. Sama też bardzo chętnie sięgnę po kolejne tomy „Tajemnic domu handlowego Sinclairs”, by dowiedzieć się, jak potoczą się losy Sophie i jej przyjaciół.