
Z rzeki Hudson w Nowym Jorku wyłowiono ciało kobiety. Szybko okazuje się, że nie było to przypadkowe utonięcie, ale morderstwo. Co więcej, modus operandi przypomina nierozwiązaną sprawę sprzed lat. Siedem kobiet straciło wówczas życie w podobny, bestialski sposób, a ich zwłoki zostały wrzucone do wody. Sprawą zajmuje się młoda, ale charakterna Faith Adams. Akta poprzednich ofiar niczego nie wyjaśniają, dlatego śledcza musi zwrócić się o pomoc do Harry’ego Belmonta, policjanta, który wówczas kierował dochodzeniem. Przypłacił je niemal własnym życiem, dlatego porzucił pracę, wyjechał z miasta i zaszył się w dzikiej leśnej samotni. Mimo początkowych oporów, by powrócić w szeregi policji, Belmont decyduje się pomóc i wraz z Adams zaczynają pracować nad sprawą. Odtąd rozpoczyna się wyścig nie tylko z oprawcą, ale i z czasem, bowiem ofiar może przybywać.
Nazwisko Bester było mi wcześniej nieznane. Autorka od niedawna zajmuje się literaturą kryminalną, wcześniej pisała książki obyczajowe oraz romanse. I w moim odczuciu to zboczenie z utartej ścieżki okazało się strzałem w dziesiątkę! „Ósma ofiara” to ten typ historii, przy lekturze której – pisząc nieco żartobliwie – przydałyby się słynna korkowa tablica z policyjnych filmów, pinezki do mocowania zdjęć denatek oraz potencjalnych oprawców oraz czerwona nić do zaznaczania powiązań. Autorka mnoży postaci i zwielokrotnia zależności pomiędzy nimi i to właśnie na sieci tych interakcji opiera się cała fabuła. Momentami sama musiałam się zatrzymać i połączyć w głowie kropki: kto, z kim, dlaczego. Trafiłam na głosy, że aż taka mnogość wprowadza chaos oraz poczucie naciągania niektórych tropów. Faktycznie w pewnym momencie liczba wątków i postaci może trochę ciążyć. Z drugiej strony rodzi to ciąg nieoczywistych powiązań między nimi, co akurat oceniam na plus – poprzez taką konstrukcję intrygi i podsyłanie czytelnikowi mylnych tropów oraz błędnych poszlak finał śledztwa okazuje się niemałym zaskoczeniem.
Bohaterowie, choć są konkretni, zasadniczy, a często wręcz niemili czy butni, dają się lubić, bo czytelnik odczuwa, że są dobrymi ludźmi. Mierzą się z własnymi demonami, wewnętrznymi dylematami i presją śledztwa, a przy tym budzą emocje, nie są płascy. Podobało mi się również to, że autorka nie wplotła wątku romantycznego między głównymi bohaterami (czego w sumie czytelnik mógłby się spodziewać, zważywszy na wcześniejsze gatunki jej książek). Tu postawiono na powolne budowanie partnerskiej, przyjacielskiej relacji. Szorstkiej na początku, ale szczerej.
„Ósma ofiara” zaskoczyła mnie zatem pozytywnie ciekawie skonstruowaną zagadką kryminalną, zawiłą siecią powiązań między ofiarami, śledztwem, które z impetem szło do przodu z każdą kolejną stroną, oraz kreacjami bohaterów, z którymi nie dało się nie sympatyzować. Z pewnością sięgnę po kontynuację, a ta na szczęście ukazała się kilka dni temu.
Dzisiaj na moje konto trafia następna ofiara. Jestem winien jej śmierci, bo nie umiem wytropić mordercy. […] Mam dość tej sprawy. I chyba powoli mam dość tego miasta, bo każdy zakamarek przypomina mi o czyhającej w nim ciemności. Zło wypełza z zaułków, a ja nie potrafię temu zaradzić.
Każdy zabójca popełnia kiedyś błąd… Podobno.
05 czerwca 2026

Mroczna toń kryje sekret mordercy.
15 października 2025
