
Bonnie Montgomery to bystra dziewczynka. Z pewnością bystrzejsza niż policja w Widdlington, gdzie mieszka Bonnie. Ale że mało kto z dorosłych chciałby słuchać dziesięciolatki, a już szczególnie w sprawach kryminalnych, Bonnie prowadzi – i rozwiązuje! – śledztwa jako najlepszy detektyw na świecie: Montgomery Bonbon. A u jej boku stoi zawsze najlepszy pomocnik, dziadek Banks.
Pewnego dnia Bonnie wybiera się z dziadkiem na wycieczkę do Muzeum Historii Naturalnej oraz Dziedzin Pokrewnych imienia Abelarda Hornville’a. To nie byle jakie muzeum:
Stary Hornville był archeologiem samoukiem, paleontologiem amatorem i pełnym entuzjazmu przyrodnikiem. Był również kimś, kto nigdy nie zawraca sobie głowy czytaniem instrukcji. Toteż gdy poszukiwacze przysyłali mu kości, skóry i kły egzotycznych oraz wymarłych zwierząt, zestawiał je wedle własnej fantazji. Tułów tu, zad tam, kilka dziobów… Kierując się własnym widzimisię, składał je w całość, wypychał nieszczęsne stworzenia trocinami i wystawiał na pokaz.
Turyści tłoczyli się, aby zobaczyć szablozębnego nietoperza, podwójnego psa dingo oraz olbrzymiego flamingopotama.
Traf chce, że tego właśnie dnia w muzeum dochodzi do zabójstwa i kradzieży. Nie ma innego wyjścia: do akcji musi wkroczyć Montgomery Bonbon. Czy i tym razem Bonnie uda się utrzymać swoją tożsamość w tajemnicy?
Nie bez przyczyny przytoczyłam opis muzeum – doskonale pokazuje, do jakiego świata zaprasza nas Alasdair Beckett-King w książce „Montgomery Bonbon. Morderstwo w muzeum”. To niby realny świat, ale taki, który należy traktować z przymrużeniem oka. To świat, w którym wystarczy, że Bonnie założy prochowiec, przyklei sztuczne wąsy i zacznie wtrącać do swoich wypowiedzi słowa w obcych językach (niekoniecznie poprawne) – a już nikt jej nie rozpoznaje. Ale przecież Supermanowi też wystarczały okulary, czyż nie?
Ogromną zaletą tej książki jest humor. I nie dziwi to wcale – w końcu autor, Alasdair Beckett-King, to komik i żart jest dla niego naturalnym wręcz narzędziem pracy. Co istotne, humor jest tu obecny zarówno w warstwie językowej – w zabawnych dialogach czy lekkości narracji – jak i sytuacyjnej, gdzie absurd towarzyszy kryminalnej intrydze.
Na uwagę zasługują także przemyślane ilustracje autorstwa Claire Powell, które nie są jedynie dodatkiem, lecz integralną częścią książki. Gdy na przykład autor przedstawia pracowników muzeum, obok opisów pojawia się coś na kształt zdjęć legitymacyjnych. Kiedy gaśnie światło, strona staje się czarna. Gdy Bonnie staje przed wielkimi, zamkniętymi drzwiami, cała strona nabiera właśnie ich kształtu. Ba, nawet numery stron mają tu wąsy!
Ale ta książka jest bardzo plastyczna nie tylko ze względu na ilustracje. Beckett-King jest świetny w tworzeniu opisów, które sprawiają, że wręcz widzimy bohaterów, miejsca, czujemy zapachy i faktury materiałów… To świetnie oddziałuje na wyobraźnię, nie tylko dziecięcą. Bo powiedzmy sobie szczerze: chociaż książka przeznaczona jest dla odbiorców w wieku 9–12 lat, starszy czytelnik też nie będzie się przy niej nudził. Zagadka kryminalna, choć nie nazbyt skomplikowana, wcale nie jest banalna, a rozwiązanie –oczywiste.
Montgomery Bonbon doczekał się już drugiej części swoich przygód, zatytułowanej „Śmierć w latarni morskiej”, a ja chętnie sprawdzę, co też tym razem przygotował dla małego detektywa Alasdair Beckett-King. I polecam to nie tylko młodym czytelnikom, ale też dorosłym, którzy mają ochotę na zabawny kryminalik z przymrużeniem oka.
Pierwsza część serii detektywistycznej o przygodach Montgomery′ego Bonbona autorstwa Alasdaira Becketta-Kinga, komika stand-upowego. To książka dla tych, co mają i 8, i ...
29 października 2024
