Każdemu, co się należy (od mafii), Leonardo Sciascia

Autor: Webmaster
Data publikacji: 15 października 2008

Każdemu, co się należy (od mafii)

Autor: Leonardo Sciascia

Każdemu, co się należy (od mafii), Leonardo Sciascia

Każdemu swoje, reż. Elio Petri

 

Leonardo Sciascia na swoim terenie, czyli na Sycylii. Oto jego druga – po Dniu puszczyka - wielka powieść lokalna z naturalnymi skłonnościami do uniwersalizmu. Pan amator zaczyna niemal domowe śledztwo – kto zabił dwóch wyspiarskich ludzików: aptekarza i lekarza? Mieli swoje fascynacje – polowanie na ptactwo wraz z dubeltówkami w dłoni. Anonimy wskazują także na inne fascynacje – młodymi dziewczętami z małoletnią Rositą w roli głównej. Czyżby rodzina tejże zorientowała się w ich inklinacjach i rozwiązała sprawę tyleż krwawo, co po cichu? Lauranie, głównemu bohaterowi tej historii, nie daje to spokoju, łącznie z głównym punktem zaczepienia: anonimem. Ma on to do siebie, że jest wycięty z gazety – o co trudno akurat w rodzinie nie tyle mało czytającej, co wręcz analfabetycznej. Tym bardziej, że strzępki wskazują na zagorzałych czytelników pisma „L’Osservatore Romano”, które w swojej winiecie ma łacińską maksymę Suum cuique, czyli "każdemu swoje" lub – w wersji bardziej rozrośniętej – "każdemu, co mu się należy" (dodajmy na marginesie, że tymi słowami witano serdecznie więźniów w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, lecz w wersji niemieckiej - Jedem Das Seine). Polski tłumacz krajowy stawia kropkę na „i” – czyli podaje podmiot dawcy daru: jest nim mafia, czyli szara eminencja systemowa.    

Paolo Lauranie pewne rzeczy nie dają spokoju i na tym polega jego strategiczny błąd. Czynniki oficjalne zostały zaspokojone wersją oficjalną – nasz bohater jednak ma zbyt dużo czasu i energii, aby usiedzieć na miejscu. Biedak nasz jedzie do samej jaskini lwa, czyli do Palermo i węszy – zwłaszcza, że napotkał tam swojego znajomego – posła partii komunistycznej – który zapodaje mu nowe dane. Jak zwykle nie chodzi o żadne porachunki rodzinne – rzecz w korupcji; innymi słowy – próbowano kwestiami obyczajowymi zaciemnić problematykę polityczną. Do Laurany zaczyna to szybko docierać, zamiast analizować plotki i gadki ludowe na temat tego, kto miał być rogaczem, stara się grzebać w systemie obiektywnym, czyli dokumentach. Tym bardziej, że ich dysponentem jest wdowa po ofierze – tyleż ponętna, co zdradliwa. Bohater pogrąża się coraz dalej – sądzie biedaczyna, że znalazł pomocnika w biedzie i nie wpada mu do głowy, że za wdową stoi coś innego niż tylko pamięć po zmarłym. Końcówka jest dla Laurany nie tyle druzgocąca, co po prostu śmiertelna – okazuje się marionetką w rękach pewnego systemu oraz kobiety: zrobił swoje i musi zginąć, nie tyle jako bohaterski śledczy na stanowisku, co jako frajer, który pomylił tropy i źle zdiagnozował sytuację. Sciascia jako autor jest wobec swojego bohater bezlitosny: ostatnia fraza o naszym domorosłym herosie brzmi: "– To był głupiec – powiedział don Luigi".   

Kino postanowiło zdyskontować sukces książki – jeszcze w tym samym roku 1966 za ekranizację bierze się Elio Petri: wtedy reżyser już znany, ale jeszcze nie aż tak uznany (Złota Palma w Cannes i Oscar za najlepszy obraz obcojęzyczny dopiero przed nim). Jedno jest pewne – znakomicie wyczuł ducha i literę prozy Sciascii, choć sam pochodził z Rzymu i dość obce mu były porachunki lokalne. To między innym różni go od Damiano Damianiego, który ciut wcześniej wziął na warsztat pierwszą wielką mafijną powieść Sciascii, czyli Dzień puszczyka. Petri zupełnie nie jest zainteresowany dopieszczeniem obyczajowego klimatu swojej opowieści – interesuje go intryga, ale niespecjalnie zanurzona w folklorze wyspiarskim (zresztą jego najgłośniejsze dzieła będą właśnie głównie dziełami o charakterze ogólnym). O pewnym megaprodukcyjnym rozmachu świadczy tu już sama obsada: Lauraną jest sam Gian Maria Volonté, który wkrótce – właśnie dzięki Petriemu – okaże się włoskim aktorem numer dwa (po boskim Mastroiannim, rzecz jasna); zdradliwą zaś wdowę sycylijską gra głośna Greczynka (sic!), czyli Irene Papas (o której głośno akurat w świecie filmowców i widzów po niedawnym Greku Zorbie Cacoyannisa). Nie dziwota zatem, że Petri – któremu zależało głównie na sukcesie kasowym, uzyskanym za pomocą świetnie skrojonego filmu z wciągającą intrygą i w gwiazdorskiej obsadzie – nie skupiał się specjalnie na psychologicznych niuansach czy kolorycie lokalnym. Potraktował Sciascię jak równorzędnego partnera i równego sobie rzemieślnika – dostarczyciela świetnej intrygi, który pozwoli mu także na malownicze rozwiązania kinematograficzne (na przykład tego, co Laurana porabia w kamieniołomie). W tym zatem przypadku wcześniejszy film Damianiego zasługuje na znacznie większą uwagę – jako dzieło wnikliwsze i ciut staranniejsze nie tyle w samej robocie filmowej, co w tzw. ewokowaniu klimatu kulturowego.

Ekranizacja Petriego wciąga, lecz lektura powieści Sciascii jest koniecznością – w Polsce cieszyła się akurat wielką popularnością, kiedy za komuny wydaną ją w poczytnej serii Koliber. Uchodziła wtedy za koronny dowód z terenu, jak to we Włoszech jest źle i skrytobójczo: mało kto wtedy zajmował się psychologiczną stroną tej powieści. Jej memento bowiem brzmi, że nie wolno wtykać nosa w nie swoje sprawy – i prawda ta dotyczy nie tylko życia na wyspie Sycylią zwanej. Ściślej – nie wolno nosa wtykać temu, kto jest wyjątkowym frajerem, bowiem Laurana ma w sobie wszelkie cechy bohatera, którego z grubsza określić można mianem szlachetnego bałwana. Początkowo kibicujemy biedakowi, potem patrzymy na jego poczynania z coraz większym dystansem, aby w końcu uznać go za postać żałosną. I określić go w finale dokładnie tymi samymi słowami, co don Luigi.

Tylko wielka literatura może mieć za swojego bohatera ślepego na wszelkie – mniej lub bardziej wyraźne - sygnały durnia. Bo jak inaczej można określić prowincjonalnego nauczyciela, który miał czelność pomyśleć, że wygra z mafią na jej własnym terenie...

 

 

KAŻDEMU, CO MU SIĘ NALEŻY (od mafii) /A CIASCUNO IL SUO/, LEONARDO SCIASCIA

Przekład: Krystyna i Eugeniusz Kabatcowie

Książka i Wiedza, Warszawa 1979

 

KAŻDEMU SWOJE / A CIASCUNO IL SUO/

Reżyseria: Elio Petri

Scenariusz: Elio Petri, Ugo Pirro (na podstawie powieści Leonardo Sciascii A ciascuno il suo)

Zdjęcia: Luigi Kuveiller

Muzyka: Luis Enrique Bacalov

W rolach głównych: Gian Maria Volonte, Irene Papas, Gabriele Ferzetti, Mario Sciascia, Laura Nucci
94’
1966


Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Każdemu, co się należy (od mafii)" Leonardo Sciascia

PRZECZYTAJ TAKŻE

RECENZJA

Dzień puszczyka, Leonardo Sciascia

{mosimage} Kolejny tekst z cyklu prezentacji twórczości kryminalnej Sciascii.

30 października 2008

RECENZJA

Prosta sprawa, Leonardo Sciascia

{mosimage} Następny tekst z cyklu prezentacji prozy kryminalnej Sciascii.

22 października 2008

RECENZJA

Kontekst, Leonardo Sciascia

{mosimage} Kolejny tekst z cyklu prezentacji twórczości włoskiego pisarza Leonardo Sciascii: tym razem o powieści Kontekst i jej ekranizacji.

08 października 2008

RECENZJA

Zniknięcie Majorany, Leonardo Sciascia

{mosimage} Rozpoczynamy cykl tekstów prezentujących prozę kryminalną i sensacyjną włoskiego pisarza Leonarda Sciascii (1921-1989) oraz jej ekranizacje. Kolejne teksty ...

01 października 2008