
Kto wejdzie na wieżę Kościoła Riverside, osiadłego wśród budynków uniwersyteckich na wysokim brzegu rzeki Hudson, ujrzy pod stopami, w oddali, fale szarych dachów zakłócające perspektywę niczym bałwany na wzburzonym morzu. Pod ich powierzchnią, w zatęchłych wodach paskudnych kamienic, trwa desperacko miasto Czarnych, cisnących się konwulsyjnie jak ławica wygłodniałych morskich padlinożerców, w zaślepieniu wyżerających sobie nawzajem wnętrzności. Wsadź tu rękę, a wyjmiesz kikut.
Oto właśnie Harlem.
Im dalej na wschód, tym się robi ciemniejszy.
„Draka w Harlemie” ukazała się w 1957 roku, a w 1991 roku została zekranizowana. W Polsce musieliśmy jednak czekać na tłumaczenie tej powieści, uznawanej za klasykę kryminału noir, blisko siedemdziesiąt lat. Ale za to ukazało się w przepięknej edycji Wydawnictwa Karakter, nawiązującej estetyką do kryminałów wydawanych w czasach PRL-u. Okładka w dwóch kolorach, prosta grafika, liternictwo, układ napisów, a nawet format – to wszystko wprost nawiązuje do „Serii z Jamnikiem”, publikowanej przez Wydawnictwo Czytelnik, i daje pewną zapowiedź tego, co znajdziemy w środku.
Chester Himes, amerykański pisarz z bardzo ciekawą biografią – zaczął pisać w więzieniu, do którego trafił po napadzie z bronią w ręku – serwuje czytelnikom opowieść o nowojorskim Harlemie lat pięćdziesiątych XX wieku i zamieszkującej go społeczności Czarnych. To świat, w którym jest gwarno i brutalnie, świat, w którym żyje się szybko i łatwo podejmuje ryzyko. To tu funkcjonuje dwójka harlemskich detektywów: Grabarz Jones i Truposz Johnson.
Grabarz i Truposz nie byli brudnymi glinami, ale nie byli też frajerami. Żaden frajer nie wytrzymałby w Harlemie. Kolorowy obywatel nie szanował Kolorowego gliny. Szanował za to wielkiego, błyszczącego gnata i wizję nagłej śmierci.
I choć Grabarz i Truposz staną się później głównymi bohaterami cyklu Chestera Himesa, w „Drace w Harlemie” grają tylko drugoplanowe role. Głównym bohaterem pozostaje Jackson, który chciał zarobić na „niewinnym” oszustwie. Nie udało się, stracił pieniądze i potrzebuje więcej, by wyjść z kłopotów. Okrada zatem własnego szefa. Do tego jego ukochana zniknęła. Jacksonowi może pomóc pewna nietypowa zakonnica…
Jego droga wiodła przez więcej barów niż jakakolwiek inna droga na Ziemi. W każdym wrzeszczała szafa grająca, miotając sklejone miodem bluesowe wokale w poprzek rajskich skrzeków saksofonu, wrzasku trąbek i tętniącego pulsu fortepianu. W każdym akurat ktoś się bił, akurat skończył się bić albo akurat zabierał się do bicia, a w najlepszym razie upijał się w sztok i gadał, co i komu sklepie. (…)
Zatrzymywał się przy grających w kości, przy bukmacherach, przy ulicznych grillach, zachodził do fryzjerów, biur, zakładów pogrzebowych, zapchlonych hoteli, sklepów, a nawet do mięsnych o tak dźwięcznych nazwach, jak „Gęba świni”, „Kraina tłuszczyku” czy „Golonkowo”.
Himes bardzo dobrze oddaje gorączkową atmosferę Harlemu. Wszystko dzieje się szybko, bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce, wpadają na kolejnych ludzi, podejmują decyzje pod wpływem chwili, a pozornie drobna sprawa potrafi w ciągu kilku stron zamienić się w naprawdę poważne kłopoty. Ten pośpiech udziela się również czytelnikowi – trudno się zatrzymać, bo cały czas ma się wrażenie, że za chwilę wydarzy się coś jeszcze bardziej absurdalnego, niebezpiecznego albo po prostu zaskakującego.
Jest zatem „Draka w Harlemie” mroczną opowieścią o mrocznych latach pięćdziesiątych – ale nie do końca serio. To noir z przymrużeniem oka. Jak pisze w posłowiu tłumacz Antoni Górny, „w ujęciu Himesa jest to świat na opak”. I rzeczywiście – brutalność miesza się tu z absurdem, groza z humorem, a kolejne kryminalne komplikacje momentami przybierają groteskową formę.
Co ważne, mimo przerysowania i specyficznego humoru bohaterowie pozostają wiarygodni. Mają swoje słabości i ambicje, czują lęk i desperacko próbują radzić sobie w świecie, w którym trudno liczyć na sprawiedliwość. Himes nie tworzy wyłącznie kryminalnej układanki – pokazuje ludzi uwikłanych w konkretne miejsce i jego zasady. Harlem jest tu jednym z bohaterów powieści: głośnym, dusznym, brutalnym, pełnym energii i sprzeczności.
W posłowiu Antoni Górny zwraca również uwagę na język powieści, odzwierciedlający rzeczywistość, o której opowiada. „Obcesowy język ocierający się o obrazę (także na tle «rasowym») jest dziś artefaktem historycznym, ale choćby przez to zasługuje, by zachować go w przekładzie”. Tłumacz zachował to, co z dzisiejszej perspektywy może razić czytelnika, bo jest częścią świata przedstawionego i języka epoki. Tak przecież mówiono i pisano te siedemdziesiąt lat temu, kiedy książka powstawała.
Czyta się zatem „Drakę w Harlemie” zupełnie inaczej niż współczesne powieści kryminalne. Himes bierze konwencję noir i ją wywraca – zamiast spokojnego śledztwa dostajemy szaleńczy bieg przez Harlem, w którym każdy może mieć coś do ukrycia, każdy może próbować coś ugrać, a granica między tragedią a absurdem jest wyjątkowo cienka. Warto po tę powieść sięgnąć – nie tylko po to, by zapoznać się z klasyką. Literacka podróż do świata, który Himes pokazuje bez upiększeń, za to z dużą dawką czarnego humoru i gniewu, potrafi wciągnąć i zaskoczyć.
Chester Himes łączy makabrę z groteskowym humorem, a wartką akcję – z gorzkim komentarzem społeczno-politycznym.
17 lipca 2026
