
Jeśli macie do czynienia z literaturą dla dzieci, istnieje duża szansa, że słyszeliście o Bogusiu Janiszewskim. To autor popularnonaukowych książek dla dzieci i młodzieży, między innymi serii „To, o czym dorośli ci nie mówią”. Teraz autor wkracza w świat kryminału (również w wydaniu dla młodych czytelników) książką „Detektyw kaczka i jego paczka”. I według mnie jest to bardzo udane wejście.
Jednym z charakterystycznych zabytków Bydgoszczy są Młyny Rothera. To miejsce chętnie odwiedzane nie tylko przez ludzi, ale też przez zwierzęta. I właśnie w zwierzęcym świecie dochodzi do dziwnych wydarzeń: na rzeką pojawiają się tajemnicze światła, ktoś przedstawiający się jako Duch Młyna zostawia list z pogróżkami, a wśród zwierzęcych mieszkańców miasta narasta panika. Dlatego detektyw Bernard – choć po pewnej nieudanej sprawie przysięgał sobie nigdy więcej nie prowadzić kryminalnych śledztw – postanawia rozwikłać zagadkę. I, jak na detektywa przystało, nie działa sam. Towarzyszy mu wierna asystentka – wiewiórka Tosia, która czasami działa szybciej, niż myśli.
Janiszewski potraktował kryminalną konwencję całkiem poważnie. Mamy bowiem w „Tajemnicy Ducha Młyna” śledztwo niczym w klasycznych kryminałach: z tropieniem i interpretowaniem wskazówek, fałszywymi tropami i sprawcą, którego tożsamość wcale nie jest oczywista – a jednocześnie wnikliwy czytelnik będzie w stanie ją wydedukować. Do tego na końcu książki znajdziemy słowniczek najważniejszych kryminalnych pojęć, takich jak „podejrzany”, „alibi” czy „motyw”, co czyni ją doskonałym wprowadzeniem do literatury kryminalnej. Wartość edukacyjną ma też osadzenie fabuły w świecie zwierząt – autorowi udaje się tu przemycić różnego rodzaju ciekawostki na ich temat.
Ale to tylko jedna warstwa tej książki. Bo „Detektyw kaczka…” należy do tych opowieści, przy których dorośli bawią się równie dobrze jak dzieci. Język jest tu bardzo plastyczny i świetnie działa na wyobraźnię, do tego wcale nie jest tak prosty, by dorosły nudził się w trakcie wspólnej lektury. Mało tego: w tekście regularnie pojawiają się żarty (jak choćby ten o życiu uczuciowym Bernarda), które młodszy odbiorca uzna po prostu za zabawne – a starszy wychwyci w nich drugie dno i uśmiechnie się pod nosem.
To nie wszystko. W książkach dla dzieci ilustracje nigdy nie są jedynie dodatkiem – stanowią ważne uzupełnienie tekstu. Tutaj zostają podane niemal w komiksowej formie. Artur Nowicki, autor rysunków, bawi się z odbiorcami w podobny sposób, jak bawi się z nimi w warstwie tekstowej Boguś Janiszewski: przemycając różnego rodzaju żarciki i szczegóły, niekiedy zrozumiałe głównie dla dorosłych (takie jak zapisek z notatek Bernarda: „W «Ślimaku» promka do jutra na żabi skrzek”). Ilustracje nie tylko pokazują to, co w danej chwili dzieje się w fabule. Są tu też elementy, których w tekście nie ma, na przykład notatki Bernarda podsumowujące różne etapy jego śledztwa. To czyni je integralną częścią książki, równie ważną jak tekst.
Lubię takie książki – i filmy – dla dzieci, przy których dorośli również świetnie się bawią. „Detektyw kaczka i jego paczka” zdecydowanie do nich należy. Dlatego jeśli szukacie pomysłu na prezent dla młodego czytelnika, polecam tę pozycję. Tylko nie zapomnijcie jej później pożyczyć i przeczytać!
Czytasz. Tropisz. Dedukujesz.
04 marca 2026
