
Aidan Thomas to przykładny ojciec, pracowity sąsiad i szanowany członek małej społeczności. To jeden z tych ludzi, o których potem opowiada się, że był taki miły i wszystkim mówił „dzień dobry”. Aidan bowiem ma mroczny sekret: jest seryjnym mordercą. W jego szopie od pięciu lat mieszka Rachel – tytułowa „cicha lokatorka”, którą mężczyzna więzi, wykorzystuje seksualnie i zmusza do grania w jego makabryczną grę o przetrwanie. Wszystko zmienia się, kiedy po śmierci żony bohater musi przeprowadzić się wraz z nastoletnią córką do nowego domu. Postanawia zabrać Rachel ze sobą, przedstawiając ją córce jako przyjaciółkę rodziny.
„Cicha lokatorka” to literacki debiut Clemence Michallon. I może dlatego widać w tej książce niedociągnięcia. Autorka postawiła na ten typ thrillera, który buduje fabułę nie na krwawej akcji, ale na dusznym, psychologicznym osaczeniu. Michallon podjęła dobrą decyzję w kwestii narracji: oddała głos kobietom. Poznajemy perspektywę ofiar, a nie kata. Historię śledzimy z punktu widzenia więzionej Rachel, nastoletniej córki mężczyzny, jego aktualnej partnerki oraz kilku martwych już kobiet. Sam Aidan pozostaje niemym punktem centralnym, co ma czynić go jeszcze bardziej przerażającym.
Czy czyni? Po trosze tak, po trosze nie. Owszem, jest „tym złym”, tym, który niesie zagrożenie. Jednak dla mnie ten bohater pozostaje po prostu płaski. Nie poznajemy motywów jego działania, nie wiemy, co wpłynęło na jego psychikę, jaka jest geneza wynaturzenia. Niestety podobnie odbieram resztę bohaterów. Są schematyczni, zero-jedynkowi, jakby zbudowani w oparciu o jakąś pojedynczą cechę. Aidan jest zły, Emily naiwna – i tak dalej. Popychają fabułę do przodu, ale brak im wyrazistości, pełnokrwistości. Właściwie więcej powiedzieć można jedynie o głównej bohaterce, Rachel. Z jednej strony jawi się ona jako ktoś, kto jeszcze się nie poddał, kto układa w głowie różne scenariusze ucieczki. Z drugiej zaś dopasowuje się do żądań Aidana, nie chce narażać się na jego gniew, a momentami wręcz jest mu wdzięczna. Michallon sięgnęła po zjawisko znane jako syndrom sztokholmski – bez wątpienia jej bohaterka nosi jego znamiona. Jednak ten motyw także został potraktowany powierzchownie. Mam również problem z kwestią budowania atmosfery grozy. Niby pisarka kreuje klaustrofobiczny nastrój niewoli i kontroli. Wprowadza napięcie wynikające z nieustannej analizy każdego gestu Rachel, która musi być krok przed Aidanem, przewidywać jego nastroje. Tak, wywołuje to u czytelnika pewien dyskomfort – ale czy lęk?
Plusem książki są krótkie rozdziały, dzięki czemu czyta się ją błyskawicznie. I skłamałabym, gdybym stwierdziła, że nie byłam ciekawa, jak ta opowieść się zakończy. Jednak nie sposób nie zauważyć, że to bardzo uproszczona historia. „Cicha lokatorka” to thriller rozgrywający się w czterech ścianach na pozór spokojnego domu. Thriller nastawiony nie na krzyk, lecz na stłumiony oddech, na szept. To niestety także thriller, który wymaga solidnego szlifu.
Przypominasz sobie, że oni właśnie tak zaczynają. Ludzie tacy jak on. Zaczyna się, kiedy są dziećmi, czasem nastolatkami […]. Dziecko zamyka motyle w pudełku, bez dopływu powietrza. Zwierzęta domowe znikają bez śladu. Pod drzewem ktoś znajduje zdechłą wiewiórkę. W ten sposób ćwiczą. Zanurzają palec w wodzie, sprawdzają jej głębokość.
Trzymający w napięciu thriller o seryjnym mordercy, opowiadany przez najbliższe mu osoby: jego trzynastoletnią córkę, dziewczynę i jedyną ofiarę, którą oszczędził.
11 września 2024
