
Kilka lat po wydarzeniach opisanych w Wiośnie zaginionych do emerytowanej policjantki Krystyny Lesińskiej z prośbą o pomoc zgłasza się młody sąsiad – Miłosz Najder. Chłopak niedawno otrzymał mejla z filmikiem przedstawiającym idącą przez las kobietę. Nie wie, kto go wysłał ani kim jest tajemnicza blondynka. Krystyna bierze to za żart albo pomyłkę, ale Miłosz jest przekonany, że kobiecie może grozić niebezpieczeństwo, skoro najwyraźniej ktoś ją obserwuje i filmuje z ukrycia. Jednak wkrótce pojawia się drugi filmik, a potem trzeci filmik, a Krystyna zaczyna się niepokoić. Dzięki pomocy wnuka udaje się jej namierzyć adres kobiety z nagrania, zanim jednak zdąży zdecydować, co dalej, z powodu zapalenia oskrzeli trafia do szpitala. Dwa miesiące później Krystyna dowiaduje się, że w Pątnowie pod Legnicą doszło do podwójnego zabójstwa: ofiarami są blondynka z filmu oraz Miłosz Najder. Dla policji sprawa jest jasna: Miłosz Najder zaatakował kobietę, a ona zabiła go w samoobronie. Krystyna nie wierzy w taką wersję wydarzeń i na prośbę siostry Miłosza rozpoczyna własne śledztwo, w którym pomaga jej niedawno poznany pisarz interesujący się true crime.
Anna Kańtoch (ur. 1976), z wykształcenia orientalistka, autorka książek fantastycznych oraz kryminalnych. Pięciokrotna laureatka Nagrody im. Janusza A. Zajdla, w 2013 roku wyróżniona także Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego za powieść Czarne. Jej pierwsza książka pozbawiona elementów fantastycznych, Łaska, została nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru oraz zdobyła nagrodę Kryminalna Piła. Kolejna, Wiara, otrzymała podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału 2018 Nagrodę Specjalną im. Janiny Paradowskiej. Nagrodę Wielkiego Kalibru otrzymał pierwszy tom trylogii – Wiosna zaginionych (Marginesy 2020), a kolejne tomy – Lato utraconych (2021) i Jesień zapomnianych (2022) spotkały się ze znakomitym przyjęciem, a do całej trylogii sprzedano prawa filmowe.
W Marginesach ukazały się także powieści Samotnia (2023) oraz Trzecia osoba (2025).
FRAGMENT POWIEŚCI:
Pchnął uchyloną furtkę i wszedł do ogrodu. Na świeżym śniegu widniały odciski maleńkich łapek zabrudzone czymś, co wyglądało jak błoto. Zawieszone na płocie lampki choinkowe za jego plecami mrugały, układając się w napis „Wesołych Świąt”, ale Jerzy nie czuł już bożonarodzeniowej atmosfery. Myślał o czekających na niego w domu córeczkach i o Lilce, zmęczonej opieką nad trzecim, najmłodszym potomkiem. O pracy, z której utrzymywał całą ich pięcioosobową rodzinę, a która wcale nie była tak pewna, jak przekonywał żonę. Powinien być szczęśliwy i w pewnym sensie rzeczywiście był: dzieciaki dzięki Bogu nie chorowały, a jego pensja wystarczała na dostatnie życie. Każdego ranka jednak budził się z przygniatającą mu pierś świadomością, jak kruche jest to ich szczęście, jak niewiele dzieli ich od katastrofy. Gdyby mały Piotruś urodził się z wadą genetyczną (co lekarz podejrzewał na wczesnym etapie ciąży), gdyby któraś z dziewczynek zapadła na coś poważniejszego niż zwykła ospa czy angina i wymagała długotrwałego leczenia, gdyby nie udało mu się dopiąć przygotowywanego od dwóch miesięcy kontraktu ze szwedzkim inwestorem…
Piesek poruszył się, wyrywając go z ponurych myśli. Jerzy pchnął uchylone drzwi.
Powinien był wiedzieć już w tamtej chwili. Otwarte drzwi, zapalone światło i panująca w środku cisza. Zasychające na podłodze ślady psich łapek w brudnoczerwonym kolorze. Wszystko to składało się w bardzo niepokojącą całość. Ale nie wiedział.
Pomyślał tylko, że pies jednak został ranny, jakimś cudem udało mu się wrócić do domu, a potem znowu wybiegł na drogę.
Zwierzę coraz silniej szarpało się w jego ramionach.
– Halo? Dorota? Jesteś tutaj? To ja, Jerzy. Drzwi były otwarte i Fafik… Tofik wybiegł na jezdnię. Halo?
Drgnął, gdy w głębi domu rozległ się głęboki, niemal basowy dźwięk zegara wybijającego godzinę czwartą po południu. Piesek wreszcie wyrwał się, zeskoczył na podłogę i ujadając piskliwie, pobiegł jasno oświetlonym korytarzem. Jerzy ruszył za nim. Kiedy później zapytano go, dlaczego tak zrobił, skłamał, że miał przeczucie, ponieważ to brzmiało zdecydowanie lepiej niż bezmyślne podążanie za psem, gdy głowę miał zajętą zupełnie innymi rzeczami.
Tofik (a może Fafik) przydreptał z powrotem. Jego łapki zostawiały na podłodze ślady, których kolor już nie budził wątpliwości. Były czerwone, barwy krwi, a nie błota. Jerzy zmarszczył czoło.
– Dorota? – odezwał się niepewnie. Nie spodobał mu się jego własny głos. Brzmiało w nim coś niepokojąco przypominającego lęk. Jakby część jego umysłu, ta, która dawno temu była odpowiedzialna za wyczuwanie czającego się w ciemności drapieżnika,
już wiedziała, co tu się wydarzyło.
Dźwięk dzwoniącej komórki sprawił, że Jerzy znowu drgnął. Sięgnął do kieszeni kurtki.
Na ekranie wyświetlało się zdjęcie Lilki – to, którego nie lubiła, bo ukazywało ją tuż po porodzie, siedzącą na szpitalnym łóżku, z włosami w nieładzie i podkrążonymi ze zmęczenia oczami. Przy piersi trzymała małe zawiniątko. Ich pierwsze dziecko, Olę, aktualnie zaskakująco dobrą z matematyki uczennicę drugiej klasy szkoły podstawowej, która w sobotnie wieczory ogrywała rodzinę w Monopoly.
– Gdzie jesteś? – Znał ten ton. Lilka nie lubiła, gdy jej mąż długo nie wracał do domu. – Widzę twój samochód, ale ciebie nie ma.
– U Doroty. – Chwila paniki, lekka jak muśnięcie piórkiem. Czy nie powinien powiedzieć „pani Doroty”? Ich wzajemne stosunki bywały skomplikowane. – Potrąciłem jej psa. To znaczy chyba jednak nie potrąciłem, ale chciałem jej powiedzieć… Słuchaj, tu się stało coś złego. Tak myślę.
– Coś złego? – Wychwycił zmianę tonu. Jego żona starała się wykazać jeśli nie współczucie, to przynajmniej zainteresowanie, choć nie przepadała za sąsiadką.
– Tak, na podłodze… – Urwał gwałtownie. – O kurwa.
– Co się stało? – Niepokój w głosie Lilki był niemal namacalny, gęsty jak skapujący z łyżki miód. Wyobraził ją sobie na kanapie, z Piotrusiem na kolanach; obok dziewczynki, usadowione wygodnie przy choince, oglądają świąteczny program. Za trzy godziny mieli usiąść do kolacji wigilijnej, ale Jerzy już przeczuwał, że ten wieczór będzie wyglądał zupełnie inaczej, niż planowali.
– Co jest na podłodze?
– Krew. Na podłodze jest krew. Wypływa z jednego z pokoi. Drzwi są uchylone i… Słuchaj, chyba nie powinienem tam wchodzić. Zadzwoń na policję i na pogotowie.
Rozłączył się, zanim zdążyła odpowiedzieć. Mały biały piesek wpadał do pokoju i wypadał z niego, za każdy razem przebiegając przez kałużę krzepnącej krwi. Cały korytarz był już pokryty odciskami drobnych łapek.
Muszę go złapać, uznał Jerzy. Z powodu, którego później sam nie potrafi ł zrozumieć, to właśnie wydawało mu się najważniejsze. Nie przyszło mu do głowy, że powinien wycofać się jak najszybciej i zaczekać na zewnątrz, by nie zanieczyszczać jeszcze bardziej potencjalnego miejsca zbrodni. Nie pomyślał, że ranna sąsiadka może wciąż żyć i potrzebować pomocy. Skupił się na psie, którego jazgotliwe ujadanie wwiercało się w jego przeciążony pracą i dzisiejszymi wydarzeniami mózg.
Spróbował go chwycić, ale zwierzak wysmyknął mu się z rąk. Białe futerko od spodu miał już pokryte lepkimi rdzawoczerwonymi rozbryzgami. Jerzy zaklął i z obrzydzeniem wytarł ręce w spodnie. Miał nadzieję, że uda mu się je doprać. Myślał o czekającej na niego żonie, o tym, jak bardzo rozczarowane będą dziewczynki, jeśli nie zjedzą dziś kolacji wigilijnej i nie rozpakują pod choinką prezentów. O wszystkim, tylko nie o czającym się za drzwiami koszmarze, jakby jego umysł bronił się, wypierając istnienie źródła krwi.
– Fafik, noga! – krzyknął, ale pies nie posłuchał. Oczywiście, że nie. Małe szczekliwe kanapowce rzadko kiedy są porządnie wytresowane. Znów wbiegł do pokoju, a Jerzy odruchowo pchnął drzwi, otwierając je szerzej. Zapomniał na chwilę, że nie powinien tam wchodzić ani nawet zaglądać.
Nie wszedł. Tylko zajrzał. Na podłodze leżało ciało. Jerzy gapił się na nie przez dłuższą chwilę, nim jego umysł pojął wreszcie to, co widzi.
Anna Kańtoch po raz kolejny udowadnia, że nie musi się popisywać.
13 kwietnia 2026

Duszna, klaustrofobiczna atmosfera polskiej wsi sprzed czterdziestu lat, niczym z sennego koszmaru. I zło, które ma przyjść ze wschodu. A może już tu jest?
17 września 2025

Fragment powieści „Wiara” Anny Kańtoch.
17 września 2025

Anna Kańtoch doskonale łączy dawną tajemnicę, kwestię wiarygodności wspomnień, strategie radzenia sobie z traumą oraz – oczywiście – kryminalną zagadkę.
23 kwietnia 2025

Nowe wydanie kryminału osadzonego w przygnębiającej zimie lat osiemdziesiątych.
24 kwietnia 2024

Anna Kańtoch jest mistrzynią obrazowania zwyczajności, tego, co nam znane i bliskie.
22 maja 2023

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu? Łatwo powiedzieć, kiedy się widzi.
26 kwietnia 2023

Mogę polecić „Jesień zapomnianych” fanom kryminałów, dla których najważniejszy jest klimat powieści. A także tym ceniącym sobie oszczędny styl i przemyślaną ...
09 maja 2022

Już dziś premiera ostatniego, najbardziej mrocznego tomu trylogii Anny Kańtoch!
27 kwietnia 2022

W powieściach kryminalnych Anny Kańtoch zawsze znajduję to, czego szukam: dopracowaną fabułę, świetny warsztat, skupienie na opowiadanej historii.
12 lipca 2021

„Lato utraconych” pokazuje, jak strach potrafi zatruć nawet najszczęśliwsze życie i zaślepić nawet najbystrzejsze umysły.
02 czerwca 2021

To powieść dojrzała niczym jej główna bohaterka.
19 października 2020

Pierwszy tom kryminalnej trylogii Anny Kańtoch!
30 września 2020

Premierowy zbiór opowiadań niesamowitych, pełnych tajemnic, mrocznych kryminalnych zagadek i niezwykłych sytuacji rodem z horroru.
06 września 2019

Powieść, choć pozbawiona współczesnego kontekstu, nowinek technologicznych i technik kryminalistycznych, udowadnia, że do napisania dobrego kryminału wystarczy jedynie ...
19 sierpnia 2019

Nowa książka autorki „Łaski” i „Wiary” – już dziś, pod naszym patronatem!
31 lipca 2019

„Niepełnia” jest książką inną, oryginalną, dziwną, niejasną. I książką potrzebną, ponieważ pod krętymi labiryntami i ślepymi zaułkami kryminalnej warstwy kryje ...
22 stycznia 2018

Jak czytamy w powieści: W filmach czy książkach wygląda to tak, że przychodzi detektyw i tłumaczy każdy szczegół, w prawdziwym życiu sporo rzeczy zostaje do końca ...
03 lipca 2017

Pierwsza powieść kryminalna Anny Kańtoch, „Łaska”, została nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru i zdobyła nagrodę Kryminalna Piła. A dziś ukazała się ...
14 czerwca 2017

Nie ukrywam, że miałam nadzieję, że Kańtoch napisze utwór kryminalny, nie ukrywam też, że bardzo życzyłam autorce udanej realizacji w tej konwencji. Jak widać, marzenia ...
17 marca 2016

"Łaska" Anny Kańtoch to historia pewnej kobiety, na której życiu kładzie się cieniem tajemnica sprzed lat, i próbie wyjaśnienia tej tajemnicy.
24 lutego 2016
