Incel, Wiktor Mrok: fragment

Autor: materiały wydawcy
Data publikacji: 18 czerwca 2021

Incel

Autor: Wiktor Mrok
Wydawnictwo: Initium
Premiera: 11 czerwca 2021
Liczba stron: 528
PATRONAT PORTALU KRYMINALNEGO

7 lipca 2019, godzina 10.20

Kłuszino, 32 kilometry na północny zachód od Moskwy

Nadia przyhamowała rower i spojrzała za siebie. Wika znowu została w tyle. Musiała czekać prawie dwie minuty, aż koleżanka zrówna się z nią.

– Co tak gnasz! – Wika rzuciła gniewnie, poczerwieniała na twarzy z wysiłku. – Ja już nie mam sił… odpocznijmy. – Nie czekając na reakcję Nadii, zjechała na piaszczyste pobocze, wzbijając obłok kurzu, i z ciężkim westchnieniem zeszła z roweru.

Nadia podjechała jeszcze kawałek, nawróciła i zatrzymała się obok koleżanki.

– Ale ty durna pałka jesteś! – Uśmiechnęła się z pobłażaniem, wskazując dłonią manetkę zmiany przełożenia. – Tu jest taka wajcha. Trzeba ją przerzucać, gdy się jedzie pod górę. Ech, godzinę temu ci to tłumaczyłam, sklerozo!

– Wajcha-srajcha. Ostatni raz na rowerze jeździłam… no, będzie z siedemnaście lat temu. Jak miałam cztery latka. Na takim trójkołowym. – Wika rozejrzała się. – Wiesz co… pojedźmy tam. – Wskazała dłonią na pobliską ścianę lasu. – I żadnych pieprzonych wyścigów, ty sportowcu wyczynowcu za pięć kopiejek. Miałyśmy jechać na spacer, a nie na jakieś…

– No dobra. – Nadia zgodziła się niechętnie, ale zaraz zachichotała, posyłając Wice figlarne spojrzenie. – Może spotkamy jakiegoś młodego myśliwego z ładnym tyłeczkiem. I z długą lufą, znaczy się strzelbą.

– Aha, tobie to raczej potrzeba artylerzysty z wielką armatą. – Wika klepnęła koleżankę w ramię.

Jechały teraz powolnym, spacerowym tempem wzdłuż leśnego duktu, na tyle szerokim, że mogły poruszać się obok siebie. W lesie nie czuły letniego skwaru. Przyjemnie pachniała trawa i liście, a przez splątane korony drzew migotało przedpołudniowe słońce. Nagle tuż przed koła z gęstych krzaków wyskoczył pies. Wielki, brązowy, z wyszczerzonymi kłami. Pędem przeciął dukt i zniknął w zaroślach.

– O kurwa! Ale potwór! Skąd on się tu wziął! – krzyknęła Wika przerażona, zatrzymując się gwałtownie z piśnięciem hamulców. Nadia stanęła obok.

– Pewno dał drapaka z Moskwy, bo miał dość ulicznych korków – zażartowała dziewczyna i nagle, krzywiąc się, pociągnęła nosem. – Jakimś smrodem tu zalatuje… Czujesz?

Wika popatrzyła uważnie w stronę gęstych zarośli, za którymi zniknął pies, i wciągnęła powietrze.

– Czuję. Jakaś padlina chyba. Miałam kiedyś charta afgańskiego. To był pieprzony mistrz wyłapywania każdego zdechlaka w parku. Zaraz musiał się w nim wytarzać. A potem masakra, bo trzeba było go „uprać” w wannie. Cuchnął potwornie. – Wspięła się na palce, wyciągając szyję. – Popatrz tam… – Wskazała w lewo i zeszła z roweru. Trzymając za kierownicę, podprowadziła go do krawędzi duktu i ponownie wciągnęła powietrze. – Tam jest więcej psów. Ja pierdzielę… coś szarpią jak wściekłe… jakiś pakunek, plastik. – Odwróciła się do Nadii. – No, rusz się! Popatrz!

Nadia powoli podjechała do koleżanki i też wyciągając szyję, spojrzała we wskazaną stronę.

– Aha… widzę. Coś w folii, jakby powiązane sznurkiem. Chyba było… – podjechała jeszcze trochę, wjeżdżając przednim kołem w niskie zarośla – …to jest jakby przysypane ziemią. Zobacz, całe ubabrane. To stamtąd ten smród zaciąga. A te wstrętne psiury… – Nagle cofnęła się, zasłaniając usta dłonią. – O w mordę! To chyba… zobacz! To jest… tam wystaje coś jakby… ręka! Z tej folii! Tak, ręka! Widzę dłoń i palce. – Popatrzyła szeroko otwartymi oczami na koleżankę. – Słuchaj… to… to… tam jest truposz!

 

Moskwa, 8 lipca 2019, godzina 14.20

Wydział Zabójstw KGP, gabinet major Alony Nikisziny

– No i co panny studentki odkryły? – spytała Alona, gdy tylko w drzwiach pojawiła się tyczkowata postać Wadima Morozowa.

– Truposza w folii. – Mężczyzna usadowił się na krześle.

– Aha. Przyczyna zgonu? Uduszenie, nóż, kulka? Mafijna egzekucja?

– Hmm… tu będzie ciekawie. Giena podejrzewa wykrwawienie… – Wadim znacząco zawiesił głos. 

– Kocham makabryczne żarty wprost z prosektorium – sarknęła Alona. – A tak naprawdę?

– A tak naprawdę to poza uszkodzeniami ciała denatki spowodowanymi przez psy Giena odkrył nacięcie na szyi. Na pewno od ostrego narzędzia, a nie psich zębów. Przecięta tętnica szyjna; skalpel lub bardzo ostry nóż. Jak popatrzy pod mikroskopem, to będzie wiedział więcej. Wtedy nas  zawiadomi. – Westchnął. – To młoda kobieta. Wiek około dwudziestu pięciu, trzydziestu lat. Sto siedemdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, prawidłowa budowa ciała, szatynka, włosy długie, rozpuszczone. Pochowana w plastikowym wdzianku, prawdopodobnie około trzech dni temu. A konkretnie: owinięta płachtą malarską dostępną za parę rubli w każdym markecie budowlanym. Sznurek do obwiązania całości tak samo. Żadnych odcisków palców. Czyściutko. Ciało było ułożone w płytkiej jamie o głębokości około sześćdziesięciu centymetrów. Przysypane ziemią i leśną ściółką. Tu zabójca niezbyt się starał albo liczył, że nikt nie znajdzie tam zwłok, bo miejsce było praktycznie nieuczęszczane. Chyba że przez zdziczałe psy i panny studentki na rowerach. – Wadim posłał Alonie krzywy uśmiech. – Jedyna droga w pobliżu miejsca ukrycia zwłok to leśna gruntówka porośnięta trawą i chwastami. Brak śladów butów, opon. Wiadomo jedynie, że ciało było wleczone od strony tej drogi. Sprawca próbował dokładnie usunąć ślady tego ciągnięcia, ale nie na tyle, byśmy tego nie odkryli. Brak niedopałków i innych takich, które moglibyśmy zebrać. Za jakąś godzinkę będziesz miała na stole pełną dokumentację fotograficzną. No, a teraz nie byłbym sobą, gdybym nie zaserwował ci kolejnego makabrycznego szczegółu. Gotowa?

– Nie drocz się ze mną, wesołku.

– Kobieta została owinięta w plastik naga. Ma odcięte oba sutki. Ale jakoś to dziwnie wygląda, bo nie ma śladów krwi. Więc albo zrobiono to po śmierci kobiety, albo rany zostały opatrzone i się zagoiły, zanim rzeźnik podjął ostateczną decyzję co do jej losu.

– Czyli wygląda to na robotę psychola – skwitowała Alona kwaśno.

– Giennadij Pribłuda, mistrz ciętej lancetem riposty, też tak uważa. Ale poczekajmy, aż zakończy badania.

– Dziewczyny przesłuchane?

– Nie wiem, ale chyba tak. Saszka je wziął w obroty. Ładne, więc pewno bawił się w Holmesa, ile się dało, przewracając ślepiami. Ale bez wątpienia należy je wykluczyć. Znalazły zwłoki i to wszystko. Za chwilę powinna cię nawiedzić Sewa. Kończy już przeglądanie spisu „zaginionych w akcji”. Może się wyjaśni, kim jest nasza leśna denatka. – Wadim nie mógł odmówić sobie uszczypliwego języka. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale właśnie w tym momencie do gabinetu raźno weszła Sewara Ostrowa, dzierżąc w dłoni plastikową teczkę. Przysiadła na wolnym krześle.

– Masz coś, rewolwerowcu? – spytała Alona, wpatrując się w ciemnobrązowe oczy podwładnej.

– No pewnie! – Sewara dumnie uniosła głowę i lekko mrugnęła do Wadima. – To znaczy wydaje mi się, że mam. Przemieliłam dokumentację do roku wstecz i jest osiem zaginionych kobiet mniej więcej pasujących do denatki. Tak, powiedzmy, na siedemdziesiąt procent pasują. Ale jedna to prawie na sto… no, może dziewięćdziesiąt pięć. – Posłała smutny uśmiech Alonie. – Julia Łukjanowa. Zniknęła dwa tygodnie temu. Zgłoszenie zaginięcia przyjęto… – Sewara zerknęła do teczki – w komisariacie przy Lefortowskim Zaułku, dwudziestego czwartego czerwca, o szesnastej trzydzieści… Dwadzieścia osiem lat. Niezamężna. Bezdzietna. Z wykształcenia prawniczka. Pracowała w Sbierbanku, Wawiłowa dziewiętnaście, w departamencie umów międzynarodowych. Ostatni raz widziana przez kamerę przemysłową na podziemnym parkingu firmy. Zapis mamy już u nas, ale jeszcze nie zdążyłam go przejrzeć – dodała Sewara przepraszająco. – No, a potem wszelki ślad zaginął. Do domu, na Twerską siedemnaście, nie dojechała. To wiadomo na pewno, bo w wynajmowanym wspólnie mieszkaniu czekał na nią partner… Aleksander Dubynin, trzydzieści cztery lata, inżynier budowlany. To on już po półtorej godziny zgłosił zaginięcie. Dostał mandat, bo na posterunku na Dużej Bronnej naubliżał policjantom. Był agresywny i zrobił awanturę, tu cytuję… – Sewara ponownie zerknęła do akt – „jak zwykle się opierdalacie, zasrańcy, za moje uczciwie płacone podatki”. Na nic się zdały tłumaczenia, że w takich wypadkach wdraża się procedury po dwudziestu czterech godzinach. W sumie facet jest poza podejrzeniami. Sprawdzony na wszystkie strony. Trzydzieści osiem razy próbował się połączyć z komórką, ale jej telefon był wyłączony. Też go nie odnaleziono. Następnego dnia facet przybiegł do KGP z samego rana i tu zrobił podobną burdę. Po wdrożeniu procedury poszukiwań oczywiście przepatrzono monitoring miejski. Jej mercedesa kamery nie wychwyciły. Było podejrzenie, że została porwana we własnym samochodzie. Hipotetyczny porywacz musiał w takim przypadku znać umiejscowienie kamer na ulicach. Według rozpoznania i przesłuchań nie miała wrogów. Samochód też przepadł. To tak pokrótce. Muszę przysiąść nad aktami tej sprawy. Ściągnęłam wszystko z wydziału zaginięć. – Popatrzyła na Wadima. – A co u Gieny?

– Bawi się w doktora Frankensteina.

– Jasne. – Sewara ze zrozumieniem pokiwała głową. – Cholerne psy. Trudno mu będzie przy takim stanie zwłok coś poskładać. – Zmarszczyła nos z powątpiewaniem.

– Mamy chyba do czynienia z jakimś psychopatą – odezwała się Alona, popatrując na podwładną. – Kolekcjonera kobiecych sutków…

– Żartujesz!? – Sewa gwałtownie odchyliła się na oparcie krzesła.

– Niestety nie. Opowiedz, Wadik…

Wadim opisał stan zwłok w kilku zdaniach.

– To będzie grubo, cholera, bo pewnie na jednej ofierze się nie skończy. Mieliśmy coś takiego u nas? Za mojej kariery w policji to…

– Mieliśmy. Ja dobrze pamiętam dwóch takich. – Alona lekko się skrzywiła. – Jeden kolekcjonował kobiece dłonie, ale nie zabijał. Grasował po szpitalnych prosektoriach i tam cichcem zaspokajał swoje potrzeby. Facet trafił do psychuszki. To było… jakieś sześć lat temu. Kolejny popapraniec: osiem lat temu. Trzy okaleczone zwłoki nastolatek. Facet kolekcjonował… skalpy. Tylko blond. Robił to na żywca. Żadna z ofiar nie przeżyła. Siedzi w pudle. Dożywocie. To tyle. Ale jakby pogrzebać w naszych przepastnych archiwach i wysilić pamięć, toby się tego więcej znalazło. Trzeba Ninkę Pawłowną spytać. Ona w swojej karierze psychologa sądowego na okrągło w takich przypadkach grzebie.

– Więc mamy robotę na ostro. – Sewara głęboko westchnęła. – Z jednej strony ciężko przewidzieć, kiedy taki… kolekcjoner znowu uderzy, a z drugiej, jak wiem z Akademii, takie świry przeważnie działają w rejonie, w którym mieszkają. Bo ten najlepiej znają.

– Niby tak – zgodził się Wadim. – Ale jeśli będziemy mieli pecha, to trafimy na psychopatę, który może zaspokajać swoje potrzeby właśnie z dala od domu. Jeśli jest inteligentny, a wielu psycholi takich jest, to będzie umiał zrobić rozpoznanie obcego terenu w pięć minut. Dobra! Prześlij mi, Sewa, zapisy monitoringu z tego firmowego garażu, to sobie je przepatrzę. Może coś wychwycę.

 

Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Incel" Wiktor Mrok

PRZECZYTAJ TAKŻE

RECENZJA

Incel, Wiktor Mrok

To książka dla osób, które lubią brutalność i szczegółowość opisów, a także silne emocje.

19 sierpnia 2021

NOWOŚĆ

Incel, Wiktor Mrok

Przerażający thriller o najciemniejszej stronie ludzkiej natury. Premiera już dziś!

11 czerwca 2021

NOWOŚĆ

Czerwony parasol, Wiktor Mrok

„Czerwony parasol” Wiktora Mroka to oparta na faktach historia, wyciągnięta z tajnych akt służb specjalnych. Powieść ukazała się pod naszym patronatem.

19 stycznia 2018