Wywiad z Bernardem Minierem

Autor: Ewa Dąbrowska Data publikacji: 10 czerwca 2019

 

Ewa Dąbrowska: Czy pamięta pan pierwszy przeczytany kryminał?

Bernard Minier: Wydaje mi się, że pierwsi autorzy kryminałów, po których sięgnąłem, to Edgar Allan Poe i Georges Simenon. Trudno mi sobie to dokładnie przypomnieć, bo zacząłem czytać bardzo wcześnie, ale w mojej pamięci utkwił C. Auguste Dupin Poego, przodek Sherlocka Holmesa, bardzo inteligentny i podążający za logiką.

Czy ta lektura wywarła na panu tak duże wrażenie, że już wtedy pomyślał pan: „a może sam napiszę kryminał”?

Nie, ani trochę. Czytałem tych autorów tak po prostu, jak czyta się książki, a sam gatunek dotarł do mnie bardzo późno. Wcześniej pisałem – bo robiłem to, od kiedy potrafię – wiersze, opowiadania, artykuły, nawet science fiction, brałem udział w różnych konkursach. Moja pierwsza powieść kryminalna, „Glacé” [polski tytuł: „Bielszy odcień śmierci”], powstała właściwie jako ćwiczenie stylu.

A co czyta pan aktualnie? 

W tej chwili „White” amerykańskiego pisarza Breta Eastona Ellisa i dokument „Sodoma” o środowisku gejowskim w Watykanie. Ostatni kryminał, po jaki sięgnąłem, to najnowsza powieść Jo Nesbø. Nie chcę zamykać się w ramach gatunku, więc nie jest tak, że czytam tylko powieści kryminalne; uciekam od tego, żeby nie popaść w stereotypy.

To teraz pytanie, które pojawia się pewnie podczas każdego wywiadu: ile Bernarda Miniera jest w komisarzu Servazie?

Moja odpowiedź też pojawia się regularnie (śmiech). Tak jak Flaubert mówił: pani Bovary to ja, tak ja mogę powiedzieć: Servaz to NIE ja. Łączy nas kilka spraw, przede wszystkim zagubienie w nowoczesnym świecie, muzycznie też jesteśmy podobni, bo obaj słuchamy Mahlera – w jego muzyce jest wszystko. Co ciekawe, będąc we Wrocławiu, odkryłem, że Otto Klemperer, dyrygent i bliski współpracownik Mahlera, pracował właśnie tutaj. Mam wrażenie, że dzięki temu jeszcze mocniej zanurzam się w tę twórczość. Ale ja w przeciwieństwie do Servaza nie jestem w stanie przesłuchać naraz całej symfonii, poza tym słucham też innych gatunków: rocka i heavy metalu.

Tak jak pan powiedział, pierwsza powieść była pisarską wprawką. Czy bohater, Martin Servaz, również stanowił ćwiczenie? Jak narodził się pomysł na niego?

Servaz rodził się stopniowo. Najpierw była pierwsza scena „Bielszego odcienia śmierci”, zdarzenie z głową konia, zlokalizowane w Pirenejach, więc naturalne było pojawienie się policjanta z tamtych okolic. Początkowo był pozbawiony szczególnych cech, w trakcie tworzenia historii nabierał charakteru, dodawałem mu konkretne atrybuty: to, że słucha określonej muzyki, fascynuje się taką, a nie inną literaturą, że ma córkę, lęki i ograniczenia, ale poza tym jest normalnym typem; nie jest stereotypowym, agresywnym policjantem, który  nadużywa alkoholu. I tak go budowałem warstwa po warstwie, a kiedy skończyłem, odniosłem wrażenie, że udało mi się stworzyć człowieka, z którym chce się zostać na dłużej.

W tym roku we Francji ukazała się pana nowa powieść [w Polsce ukaże się jesienią]. Może pan opowiedzieć o niej coś więcej polskim czytelnikom?

„M, le bord de l'abîme” to historia młodej, około trzydziestoletniej Francuzki, zatrudnionej w korporacji zajmującej się sztuczną inteligencją. Dużo w niej nowoczesnych technologii, ale jest też intryga kryminalna: seria tajemniczych zabójstw, których ofiary łączy powiązanie z Mingiem, francuskim gigantem branży internetowej. 

Krótko mówiąc: technothriller?

Poniekąd tak, ale interesował mnie przede wszystkim wpływ technologii na człowieka. Jednak oczywiście inspiracje technothrillerem, na przykład Michaela Crichtona, da się tu dostrzec. Zależało mi też na pokazaniu dwóch biegunów: Chin, które są obecnie absolutnym liderem niemal we wszystkich branżach i coraz silniej wpływają na nasze życie, oraz reszty świata.  

Ale Martin Servaz powróci?

Tak, oczywiście. W tej historii nie miałby za wiele do roboty, nie jest geekiem, zupełnie jak ja. Żeby stworzyć tę opowieść, sam musiałem przebyć daleką drogę i mocno się dokształcić. Przełamanie swoich ograniczeń i braku wiedzy wymagało dużo pracy i researchu.

Jens Lapidus, który kilka lat temu był gościem festiwalu [rozmawiamy w trakcie Międzynarodowego Festiwalu Kryminału], powiedział, że autor, którego powieść ma zostać zekranizowana, ma dwa wyjścia: wziąć pieniądze i modlić się, żeby tego nie zepsuli, albo zaangażować się w każdy etap produkcji. Jak było z „Lodem”, ekranizacją „Bielszego odcienia śmierci”?

Wziąłem pieniądze i się modliłem (śmiech). W ogóle nie uczestniczyłem w produkcji. Kiedy w 2012 roku podpisywaliśmy umowę, nie czułem się na siłach, by sam tworzyć scenariusz. Nie jestem do końca zadowolony z wyborów, których dokonali twórcy serialu – to nie jest Servaz, którego wymyśliłem. Ale też postrzegam książki i serial jako dwie osobne historie. Nie ukrywam jednak, że historia ma pozytywny aspekt: kontaktują się ze mną obiorcy tego serialu z krajów, w których jestem i nie jestem tłumaczony, zainteresowani serialowym Servazem i ciekawi moich książek, a to przysparza mi nowych czytelników.

A czy są plany na ekranizację kolejnych powieści?

Nic jeszcze nie jest ostatecznie potwierdzone i za wcześnie, by o tym mówić, ale być może powstanie coś na podstawie „Paskudnej historii”. Myślę jednak, że tym razem wybiorę opcję numer dwa i bardziej włączę się w proces produkcyjny. 

Porozmawiajmy o samym pisaniu. Czy ma pan jakieś pisarskie rytuały?

Nie nazwałbym tego rytuałem, ale jestem dość zdyscyplinowany w pracy. Pracuję przez siedem dni w tygodniu…

W weekendy też?

A co to jest weekend? (śmiech). Mam swoje przyzwyczajenia, rano parzę kawę, włączam komputer i pracuję przez kilka godzin, zawsze w domu, nie jestem w stanie pisać w pociągu, przy obcym stoliku, w „niemoich” miejscach. Muszę być w swoim sanktuarium, tam, gdzie mam wszystko pod ręką. Mam też potrzebę całkowitej ciszy. To nawyki, które zostały mi z pracy urzędnika. Życie pisarza nie jest tak tajemnicze i seksowne, jak często wydaje się czytelnikom, to zwyczajna codzienna rutyna.

I to właśnie pisanie jest dla pana ulubionym etapem pracy? Czy woli pan późniejsze spotkania z czytelnikiem?

Tak, zdecydowanie, moim ulubionym momentem jest pisanie. Teraz jestem na etapie zbierania dokumentacji, rozmów z ludźmi, zbierania faktów, a w momencie, kiedy usiądę zacznę pisać, to wszystko się uwolni. I to jest najprzyjemniejsze.

Jak długo trwa u pana ten proces zbierania, researchu?

W zasadzie nieustannie, praca dokumentacyjna nie kończy się, trwa również w trakcie tworzenia. Gotowe dzieło przypomina górę lodową – czytelnicy widzą tylko to, co jest ponad powierzchnią, a to wszystko, co wie autor, żeby stworzyć książkę, jest ukryte pod wodą, ale bardzo ważne dla tego, co wystaje nad taflę.

A co z etapem już po ukazaniu się książki? Spotkania z czytelnikami, promocja i tak dalej?

Przyznaję, nie jest to mój ulubiony etap, wolę pisanie. Ale bardzo lubię kontakt z czytelnikami, szczególnie czytelnikami zagranicą. Kiedy widzę, że w Polsce, Czechach, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych są ludzie, którzy identyfikują się z moim typowo francuskim bohaterem, którzy chcieliby znaleźć się na południowym zachodzie Francji i uczestniczyć w powieściowych wydarzeniach, czuję wdzięczność. Bo choć pracuję w moim małym ogródku, staram się pokazywać prawdy uniwersalne dla całego świata i w spotkaniach z czytelnikiem konfrontuję, czy mi się to udało. 

Dziękuję za rozmowę!

Udostępnij

PRZECZYTAJ TAKŻE

WYDARZENIE

Bernard Minier laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Ka

Mamy dla Was świetne wieści: tegorocznym laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru, przyznawanej za całokształt twórczości, będzie Bernard Minier!

10 kwietnia 2019

RECENZJA

Siostry, Bernard Minier

Gdybym miała jednym zdaniem opisać „Siostry”, byłoby to: powieść, która nie idzie na łatwiznę.

21 lutego 2019

NOWOŚĆ

Siostry, Bernard Minier

Dziś pod naszym patronatem ukazała się piąta część cyklu o komendancie Martinie Servazie, „Siostry”.

15 stycznia 2019

RECENZJA

Noc, Bernard Minier

Bez namysłu stwierdzam, że Minier znajduje się w mojej ścisłej czołówce ulubionych „kryminalistów”. Odkąd kilka lat temu przeczytałam znakomity „Bielszy odcień ...

15 marca 2018

NOWOŚĆ

Noc, Bernard Minier

„Noc” Bernarda Miniera to czwarta część cyklu z komendantem Servazem i jego przerażające starcie z Hirtmannem. Powieść ukazała się pod naszym patronatem.

30 stycznia 2018

RECENZJA

Paskudna historia, Bernard Minier

Lektura „Paskudnej historii” pozwoliła mi zrozumieć fenomen popularności powieści Bernarda Miniera. Historia opowiedziana w najnowszej książce francuskiego autora jest ...

23 listopada 2015

NOWOŚĆ

Paskudna historia, Bernard Minier

Kilka dni temu do księgarń trafiła najnowsza książka Bernarda Miniera, „Paskudna historia”. Francuski pisarz wrócił do polskich czytelników z kolejnym trzymającym w ...

09 października 2015

NOWOŚĆ

Nie gaś światła, Bernard Minier

"Nie gaś światła" to trzecia część przygód komisarza Martina Servaza, których autorem jest francuski pisarz Bernard Minier. To także thriller o manipulacji i osaczeniu. 

23 września 2014

RECENZJA

Krąg, Bernard Minier

Jeśli ktoś lubi takie ponure, mroczne, duszne historie i kryminały poruszające trudne problemy społeczne, to „Krąg” spełnia wszystkie jego czytelnicze zachcianki.

22 maja 2013

RECENZJA

Bielszy odcień śmierci, Bernard Minier

Mimo że „Bielszy odcień śmierci” miejscami może jest zbyt rozwlekły, okazuje się bardzo wciągający.

15 maja 2013

NOWOŚĆ

Krąg, Bernard Minier

"Krąg" to drugi, po debiutanckim "Bielszym odcieniu śmierci", thriller francuskiego pisarza Bernarda Miniera.

07 maja 2013