Wywiad z B.A. Paris, część 2

Autor: materiały wydawcy Data publikacji: 27 marca 2020

Jedna książka co 2,5 minuty, czyli 18 tys. egzemplarzy miesięcznie! Taka jest średnia sprzedaż thrillerów B.A. Paris w Polsce.

Polscy czytelnicy pokochali thrillery psychologiczne B.A. Paris – autorka była trzykrotnie nominowana do BESTSELLERA EMPIKU (jej książki trafiły na listę bestsellerów Empiku w sumie aż 77 razy!) i trzykrotnie znalazła się w finale plebiscytu Książka Roku portalu Lubimyczytać.pl. Do księgarń właśnie trafiła czwarta powieść tej autorki – „Dylemat”, z tej okazji z B.A. Paris rozmawiała Marta Guzowska – autorka kryminałów dla dorosłych i młodych czytelników.

część 1 wywiadu

Nie zawsze była pani pisarką. Wychowywała się pani w Wielkiej Brytanii, a następnie przeprowadziła się pani do Francji, dlaczego?

Moja mama jest Francuzką, ale w domu nigdy nie posługiwała się ojczystym językiem. Miałam we Francji rodzinę, kuzynów, ale kiedy ich spotykałam, nie mogłam się z nimi dogadać, bo zupełnie nie znałam francuskiego. Zdecydowałam się więc na roczny wyjazd do Francji, żeby uczyć się języka. I zostałam tam na kolejne trzydzieści lat.

Pracowała pani jako przedstawiciel handlowy w międzynarodowym banku. Ale też prowadziła z mężem szkołę językową... 

Mój ojciec, człowiek niezwykle praktyczny, poradził mi, żebym zajęła się bankowością. A ponieważ zawsze byłam grzeczną córką, postanowiłam go posłuchać. Zresztą mój ojciec powiedział mi wtedy: albo będziesz pracować w banku, albo będziesz nauczycielką. I jakoś tak się stało, że zostałam i jednym, i drugim. Kiedy dzieci były małe, zaczęłam uczyć języka angielskiego we Francji – ta praca pozwalała mi odprowadzać dziewczynki do szkoły rano i odbierać je po południu, w drodze powrotnej. 

A jak to się stało, że postanowiła pani zacząć pisać? 

Zawszę trochę o tym myślałam, tylko że moment nigdy nie był odpowiedni, żeby się do tego zabrać. Początkowo myślałam o książkach dla dzieci, bo kiedy moje córki były małe, ciągle opowiadałam im jakieś wymyślone historyjki. Skończyło się jednak na czymś zupełnie innym... Zaczęłam pisać jakieś dziesięć lat temu. Dwie z moich córek już studiowały i mieszkały poza domem, moja opieka nie była im już potrzebna. Wtedy moja trzecia córka, która wciąż mieszkała z nami w domu, zachęciła mnie do udziału w konkursie na napisanie powieści. Początkowo odrzuciłam ten pomysł – napisanie powieści to jednak ogromne wyzwanie, zdawało mi się, że nie jestem na to gotowa. Ale następnego dnia wybrałam się po nowy komputer. I tak to się zaczęło.

A co z pomysłem pisania książek dla dzieci?

Napisałam dwie, jeszcze zanim wydano „Za zamkniętymi drzwiami”, ale wydawca je odrzucił. Może dlatego, że fabuła każdej z nich nadawałaby się raczej dla dorosłego czytelnika... Jedna z książeczek opowiadała historię bardzo nieznośnej dziewczynki, której zdesperowani rodzice wciąż – niestety bezskutecznie – usiłowali się pozbyć. Wbrew opinii wydawcy, nie był to wcale sadystyczny poradnik wychowywania dzieci, podsuwający pomysły na to, jak zgubić malucha w supermarkecie lub u fryzjera. Wydawca podszedł do tego projektu nieco zbyt serio, a książeczka była naprawdę zabawna – przecież każdy rodzic czasami marzy o tym, by jego dziecko po prostu... zniknęło z powierzchni ziemi.

Początki pani kariery pisarskiej nie były łatwe. Zacytuję fragment jednego z wywiadów: 

„Paris szacuje, że w ciągu pięciu lat ukończyła sześć powieści, które były nieustannie odrzucane przez agentów. 

– Nigdy nie pozwoliłam, żeby mnie to przybiło – wspomina. – To znaczy zawsze, kiedy spotykałam się z odmową, byłam tym przybita przez jakieś... pięć minut, potem mówiłam sobie: OK, to piszę kolejną książkę. 

Jak mówi, jej jedynym pragnieniem było w tamtym czasie pójść do księgarni i zobaczyć swoją powieść na półce”.

Co dawało pani determinację, żeby pisać dalej? Pytam w imieniu tych, którzy być może chcieliby pisać, ale brakuje im odwagi albo zapału…

Było we mnie jakieś niezwykle silne wewnętrzne przekonanie, że potrafię napisać książkę, która zostanie wydana. Bardzo trudno jest mnie zniechęcić, bo jestem z natury ambitna i nie lubię, kiedy ktoś sugeruje, że czegoś nie mogę lub nie potrafię. Każda odmowa sprawiała, że jeszcze mocniej chciałam udowodnić, że jednak mogę i potrafię. Druga kwestia jest taka, że wychowałam pięcioro dzieci. Podporządkowałam roli matki całe swoje życie, więc kiedy dziewczynki zaczęły dorastać, chciałam wreszcie zrobić coś wyłącznie dla siebie. Byłam trochę jak Livia, bohaterka „Dylematu”, która mówi: Jestem matką, żoną, prawniczką, przyjaciółką, ale czasami chciałabym mieć coś własnego, coś, co byłoby tylko moje. Wiedziałam, że kiedy moje córki opuszczą dom, zaczną żyć swoim życiem, powinnam mieć coś swojego, w czym będę mogła się spełniać, co mnie zajmie i przyniesie mi radość. I tym czymś okazało się pisanie powieści.

Jakie to uczucie, kiedy z osoby, która dostaje tylko odmowy od wydawców, staje się pani, dosłownie z dnia na dzień, bestsellerową pisarką?

Wciąż wydaje mi się, że to się przydarzyło komuś innemu, popularność moich książek wydaje się niemal nierealna. Ogromna frekwencja na spotkaniach z czytelnikami nieustannie mnie zaskakuje, ale oczywiście też napawa dumą i przynosi wielką radość.  

Pisanie jest pani pasją. W jednym z wywiadów powiedziała pani: „Nie mogłam przestać. Zasypiałam nad komputerem o drugiej nad ranem. Nigdy nie brałam narkotyków, ale wyobrażam sobie, że tak właśnie jest, kiedy nie możesz przestać, po prostu za nic nie możesz się powstrzymać”. Czy teraz, po kilku światowych bestsellerach, nadal jest tak samo? 

Tak było na początku, kiedy kupiłam swój pierwszy własny komputer i usiadłam do pisania. Przez sześć miesięcy byłam tak pochłonięta tworzeniem każdej nowej strony powieści, śledzeniem na ekranie, jak powstaje historia, że nie mogłam skoncentrować się na niczym innym, nie czułam głodu, pragnienia ani zmęczenia. Strasznie wtedy zaniedbałam dom i rodzinę, ale po prostu przez ten czas istniało dla mnie tylko pisanie. Na szczęście udało mi się znaleźć złoty środek i jakoś pozbyć się wrażenia, że jeśli odejdę od komputera, to nie będę już w stanie wrócić do pracy. Teraz wiem, że mogę wrócić do przerwanej pracy w niemal dowolnym momencie i że muszę podzielić życie sprawiedliwie pomiędzy pisanie i wszystkie inne obowiązki i przyjemności. Ale do dziś zdarza mi się, że kiedy mam cały dzień wyłącznie dla siebie, decyduję się, żeby wykorzystać go na pisanie i... całkowicie tracę poczucie czasu. Podnoszę głowę znad klawiatury dopiero, kiedy za oknem zapada zmrok.

Proszę mi opowiedzieć, jak pani pracuje. Czy ma pani stałe godziny? Jakąś rutynę? Jakieś rytuały? 

Do pisania potrzebny jest mi wyłącznie komputer. Nie korzystam z żadnych notatek – w ogóle ich nie robię, nie mam żadnego planu powieści. Jestem tylko ja, mój komputer i moja wyobraźnia. Nie mam żadnych rytuałów, nie potrzebuję kawy, czekolady ani żadnych używek. Mam ten komfort, że moje dzieci już się usamodzielniły i mogę pisać, kiedy chcę – a gdybym mogła, pisałabym bez przerwy! Ideałem byłaby praca nad powieścią od samego rana do, powiedzmy, godziny 14:00. Tak byłoby rozsądnie i zdrowo, ale nie zawsze udaje mi się przestrzegać tego idealnego harmonogramu

Jaką drogą przychodzą do pani pomysły? Kiedy czytałam „Na skraju załamania”, miałam wręcz wrażenie, że przeczytała pani w gazecie informację o śmierci kobiety w samochodzie na leśnej drodze i wokół tego osnuła pani historię. Czy inspirację czerpie pani z faktów, czy też fabuły pani książek są zupełnie wymyślone?

Na ogół inspiracją są sytuacje hipotetyczne. Zwykle wychodzę od pytania „Co by było, gdyby...?”. Jechałam kiedyś samochodem przez las, zapadał zmierzch, lał rzęsisty deszcz. Wtedy pomyślałam: A gdybym kogoś spotkała? Zatrzymałabym się czy pojechała dalej? I dlaczego ktoś miałby zatrzymać się na skraju lasu w czasie burzy? Czy ta osoba była sama? Co tam się wydarzyło? I tak napisałam „Na skraju załamania”. 

Niedawno przeprowadziliśmy się z Francji na brytyjską prowincję, wyremontowaliśmy kupiony dom i postanowiliśmy urządzić przyjęcie dla sąsiadów. Stałam w ogrodzie, z kieliszkiem w ręku, i nagle przyszło mi do głowy: A gdyby zjawił się tu nagle ktoś, kogo przecież nie znam, ale założyłabym, że znają go inni, że jest stąd. A potem okazałoby się, że nikt nie wie, kim on jest, nikt nigdy wcześniej go nie widział...? I tak przyszedł mi do głowy pomysł na moją... piątą powieść.

O matko, zapowiada się naprawdę fantastycznie! Już się nie mogę doczekać, żeby ją przeczytać!  Proszę w takim razie opowiedzieć o pomysłach, które stały za innymi pani książkami. Jak pani na nie wpadła? 

Szkic mojej debiutanckiej powieści, „Za zamkniętymi drzwiami”, był wielokrotnie odrzucany przez wydawców. Zarzucano mi, że to bardziej dramat psychologiczny niż thriller, że nie przestrzegam reguł gatunku. Chciałam jednak opisać sytuację związku, w którym mąż kontroluje żonę na każdym kroku – aż do przesady, aż do szaleństwa. I w końcu jej życie zamienia się w koszmar i dochodzi do tragedii. Któraś z moich koleżanek wspomniała kiedyś, o pewnej znajomej z dość... „nadopiekuńczym” mężem.

Z kolei pomysł na „Pozwól mi wrócić” przyszedł mi do głowy na parkingu przy francuskiej autostradzie. Zostałam w samochodzie, a mój mąż poszedł do toalety. Kiedy siedziałam w samochodzie pomyślałam sobie: A co by było, gdyby wrócił, a mnie by tu nie było...?

No właśnie – zawsze jest to „A co by było, gdyby?” – to pytanie stanowi zalążek każdej mojej powieści.

Mówiła pani, że nie planuje szczegółowo tego, jak będzie wyglądała powieść. Ale pani książki są bardzo spójne, wydają się perfekcyjnie zaplanowane…

Nie potrafię pracować w oparciu o konspekt. Zaczynając, mam tylko punkt wyjścia, często pomysł na zakończenie, a czasem na kilka scen w środku. Reszta jest podróżą, w której towarzyszę wykreowanym przez siebie postaciom. Staram się dawać moim bohaterom sporo swobody, wydaje mi się, że wtedy efekt jest najlepszy. Podstawą tworzenia musi być wyobraźnia, a nie wyrachowana kalkulacja.

Tym, co naprawdę uwielbiam w pani powieściach, są doskonałe opisy codziennych zachowań i sytuacji. Na przykład scena szukania Layli na parkingu w „Pozwól mi wrócić” – bardzo życiowa, prawdziwa. Czy pani obserwuje ludzi? Wyobraża sobie to pani? Inscenizuje? 

Mój mąż twierdzi, że jestem najbardziej nieuważną osobą, jaką zna. Zwracam niewiele uwagi na otoczenie. Na pewno więc nie można powiedzieć, że to, co wykorzystałam w moich powieściach, podejrzałam. Ale... mogłam podsłuchać. Mam ucho wyczulone na ciekawe historie, anegdoty. Jak radar wychwytuję smaczne kąski z pozornie banalnych konwersacji, których przypadkowo byłam świadkiem. Nigdy nie wiadomo, co rozpali moją wyobraźnię.

Proszę nam coś powiedzieć o pisarskich planach. Czy to będą wyłącznie thrillery? I czy jest jakaś szansa na publikację tych książeczek dla dzieci?

Kolejne dwie książki to będą thrillery psychologiczne. W idealnym świecie autor powinien pisać takie powieści, jakie chciałby napisać, a nie jakich oczekuje od niego rynek – ja oczywiście mam pomysł na taką książkę i nie będzie to ani thriller psychologiczny, ani dramat rodzinny. Jestem pewna, że kiedyś nadejdzie pora na tę powieść, a ja znajdę czas, aby powstała, ale jeszcze nie teraz. Co do książek dla dzieci, to może jeszcze kiedyś do nich wrócę – tak dla samej przyjemności pisania prostych, wesołych i budujących historyjek dla wdzięcznego młodego czytelnika.

My będziemy czytać pani książki, a co pani będzie czytać? Co pani czyta, co poleca? 

Czytam bardzo dużo thrillerów – wydawca wymaga ode mnie, żebym była na bieżąco z tym, co jest aktualnie wydawane w tym gatunku. Ale gdybym mogła wybierać, pewnie w ogóle bym po nie nie sięgała, bo najbardziej lubię wielkie epickie powieści i sagi rodzinne, w których możemy śledzić losy kolejnych pokoleń bohaterów. Gdyby czas mi pozwolił, chętnie przeczytałabym całą „Grę o tron”. Uwielbiam wszystkie powieści Kana Folletta. Szczególnie polecam „Filary Ziemi” i inne powieści historyczne tego autora – sięgnijcie po nie koniecznie!

 

Rozmawiała: Marta Guzowska

Tłumaczyła: Taida Meredith

 

fot. Philippe Matsas

Udostępnij

PRZECZYTAJ TAKŻE

WYWIAD

Wywiad z B.A. Paris, część 1

Pierwsza część wywiadu z B.A. Paris. Z autorką thrillerów psychologicznych rozmawiała pisarka Marta Guzowska.

23 marca 2020

NOWOŚĆ

Dylemat, B.A. Paris

Jak daleko się posuniesz, by zapewnić osobie, którą kochasz, kilka dodatkowych godzin szczęścia?

11 marca 2020

WYDARZENIE

B.A. Paris w Poznaniu

W najbliższą sobotę w poznańskim Starym Browarze będziecie mogli spotkać się z autorką thrillerów psychologicznych B.A. Paris.

03 marca 2020

RECENZJA

Okiem bibliotekarza: Pozwól mi wrócić, B.A. Paris

„Pozwól mi wrócić” to opowieść mroczna jak deszczowa, listopadowa noc, mroczna jak dusza desperata, a jednocześnie wciągająca.

23 kwietnia 2019

RECENZJA

Pozwól mi wrócić, B.A. Paris

Fani autorki z niecierpliwością czekali na jej kolejny thriller psychologiczny. Gdy pojawił się na półkach księgarni, wzbudził skrajne reakcje wśród czytelników. ...

11 kwietnia 2019

NOWOŚĆ

Pozwól mi wrócić, B.A. Paris

Kiedy zniknęła, powiedział prawdę. Ale nie całą… Pod naszym patronatem ukazała się właśnie nowy thriller B.A. Paris, „Pozwól mi wrócić”.

13 lutego 2019

RECENZJA

Na skraju załamania, B.A. Paris

Powieść B.A. Paris to dobry przykład thrillera psychologicznego, w którym najważniejszą rolę grają emocje bohaterów i to na nich zbudowana jest akcja.

22 lutego 2018

NOWOŚĆ

Na skraju załamania, B.A. Paris

Druga nowość na dziś to również THRILLER psychologiczny: „Na skraju załamania” B.A. Paris. To opowieść o pewnej deszczowej nocy i wyrzutach sumienia... Książka ...

15 lutego 2018

RECENZJA

Za zamkniętymi drzwiami, B.A. Paris

Tak to już jest, że wielkimi bestsellerami stają się zwykle nie pozycje wartościowe, przełomowe czy też niebanalne pod względem literackim, ale wręcz przeciętne. Hasło, ...

05 kwietnia 2017