Relacja z drugiego dnia MFK Wrocław 2018

Autor: Ewa Dąbrowska
Data publikacji: 24 maja 2018

Festiwalowa środa, choć nie rozpoczęła się kryminałem, kryminałem się zakończyła. Od rozmowy o przemocy, przez dyskusję o reprezentacji literatury gatunkowej na liście lektur, po czytanie powieści kryminalnej – tak w skrócie wyglądał ten dzień.

Drugi dzień Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2018 rozpoczął temat bardzo poważny, bo przemoc wobec migrantek. Dr Karolina Kremens, dr hab. Patrycja Matusz-Protasiewicz i dr Magdalena Półtorak rozpoczęły rozmowę od pytania, kim właściwie są migrantki, jaki jest kontekst społeczny zjawiska migracji i przemocy wśród migrantów i jakie są ograniczenia prawne z tym związane. Okazało się, że odpowiedzi są różne, w zależności od tego, czy rozpatrujemy sprawę z perspektywy prawa międzynarodowego, stosunków społecznych czy też prawa karnego. Jedno natomiast się nie zmienia: to kobiety są najbardziej narażone na przemoc – i jednocześnie najsłabiej przed nią chronione. 

dzień2

Ale dlaczego migrantki tak rzadko ją zgłaszają? Bo przemoc to temat wstydliwy. I choć wstydzić powinni się sprawcy – wstydzą się ofiary. Nawet Polka może nie chcieć mówić o przemocy, której doświadcza. Jak więc ma czuć się kobieta, która znajduje się w obcym kraju, w obcej sobie kulturze, wśród obcych ludzi? Zresztą – paradoksalnie – to właśnie kultura może być przeszkodą. Część migrantek wywodzi się bowiem z krajów, w których normą jest to, co my uznajemy za przemoc. Mało tego: jeśli kobieta znajduje się w obcym kraju nielegalnie, unika kontaktu z instytucjami. Jeśli więc zostanie pokrzywdzona, wybiera mniejsze zło: zamiast zgłosić przestępstwo i narażać się na deportację, woli milczeć.

dzień2

Spotkanie zakończyła smutna refleksja: nie wypracowaliśmy w Polsce strategii migracyjnej, a dyskusja na ten temat wciąż ma zbyt emocjonalny charakter. A przecież w naszej zmieniającej się rzeczywistości powinniśmy wychodzić naprzeciw wyzwaniom, proces karny nie powinien być też głuchy na to, w jaki sposób migrantki przybywają do kraju. Informacje o możliwości skorzystania z bezpłatnej pomocy prawnej muszą być powszechnie dostępne, a dostęp do wiedzy niestety wciąż jest utrudniony. Tymczasem mówienie o przemocy jest łatwiejsze, kiedy się czuje, że ma się wsparcie wokół siebie. Tylko jak ma je poczuć migrantka, skoro większość polskich ośrodków dla migrantów znajduje się na obrzeżach miast, gdzieś w lesie? Bez wsparcia i próby wtapiania cudzoziemców w większe skupiska ludności nie ma szans na to, by przemoc artykułować i o niej mówić, bo z perspektywy migrantów to „brud, który zostawia się w domu”.

dzień2

A wieczorem przenieśliśmy się do Hali Stulecia na „Zakazane lektury”. Niemal 800 osób zebrało się tu, by posłuchać Arkadiusza Jakubika czytającego „Śledztwo” Stanisława Lema. Ale zanim aktor przybliżył nam historię znikania zwłok z małych wiejskich kostnic, w  ławce zasiedli Zygmunt Miłoszewski i Stanisław Bereś. Odpytywał ich Irek Grin – z tego, czego jeszcze nie wiemy. Przede wszystkim o Stanisławie Lemie (na przykład że kiedy autor „Solaris” podczas rozmów ze Stanisławem Beresiem nie chciał odpowiadać na pytania, to wyjmował aparat słuchowy, że był lekturowym maksymalistą, ale po literaturę gatunkową z zasady nie sięgał, a wspominając o Sapkowskim, zawsze celowo mylił tytuły jego książek, i że języków obcych uczył się ze słowników). Ale dowiedzieliśmy się także, jaki tytuł będzie nosić nowy tomik poezji Marcina Świetlickiego (obecnego na sali „żyjącego autora z listy lektur”): „Nasz Wencel”, a „Dziady” Mickiewicza są jak „Gwiezdne Wojny” (bo też nie po kolei).

dzień2

A czy czytane dziś „Śledztwo” to dobra propozycja na listę lektur i czy w ogóle literatura gatunkowa powinna mieć większy w niej udział? Tu uczestniczący w dyskusji panowie weszli w spór. Zygmunt Miłoszewski („uzasadniając swoją wypowiedź własnymi zdaniami”) – wbrew opinii Irka Grina – zdradził, że według niego umysłów młodych nie kształtuje się poprzez listę lektur. Bardziej niż zmiana listy lektur przydałaby się bowiem zmiana całego systemu nauczania literatury i duża dowolność w uczeniu (również po to, by była możliwość wyboru jego książek, i to wcale nie dlatego, że to bardzo pomaga w wyborze nowego samochodu). We Francji na przykład nie ma żelaznej listy lektur, a mimo to Francuzi czytają dużo. Jednak radość czytania zaszczepia się dzieciom przede wszystkim w domach rodzinnych, właśnie za pomocą literatury gatunkowej. A w szkole powinno się omawiać kanon. Który zresztą nie jest stały, bo – jak stwierdził Stanisław Bereś – to, co podoba się ludziom w jego wieku, dla młodych jest często beznadziejne. Kryterium doboru powinno być to, na ile tekst pozostaje żywy, jest tekstem kultury, żyje w innych formach. A tak jest z pewnością z twórczością Stanisława Lema.

dzień2

A na koniec Arkadiusz Jakubik przeczytał fragmenty „Śledztwa”, dyskursu na temat natury świata, jego rozpoznawania, opakowanego w kostium literatury gatunkowej. I tego się nie da opowiedzieć, to trzeba było usłyszeć.

Ewa Dąbrowska

fot. Max Pflegel

 

Więcej zdjęć z drugiego dnia festiwalu tutaj.

Udostępnij