Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, Stuart Turton

Autor: Ewa Dąbrowska
Data publikacji: 21 marca 2019

Siedem śmierci Evelyn Hardcastle

Autor: Stuart Turton
Przekład: Łukasz Praski
Wydawnictwo: Albatros
Premiera: 27 lutego 2019
Liczba stron: 512

Zabawa (z) Agathą

Co dostaniemy, jeśli klasyczną powieść kryminalną w duchu Agathy Christie połączymy z fantastyką o zamianie ciał i pętli czasowej i doprawimy to elementami dystopii? Odpowiedź brzmi: „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle”.

Wyobraźcie sobie, że budzicie się w nieznanym sobie miejscu. Wiecie tylko jedno: ktoś przed chwilą zabił Annę. Ale… kim jest Anna? I kim jesteście wy sami? 

Aiden Bishop budzi się w ponurej rezydencji Blackheath. Nie pamięta, kim jest i co tu robi, w głowie ma tylko imię: Anna. Szybko jednak dowiaduje się, co musi zrobić, żeby opuścić posiadłość. Otóż tego dnia późnym wieczorem zostanie zamordowana Evelyn Hardcastle, córka właścicieli, a on ma odkryć, kto jest zabójcą. Ma na to osiem dni i osiem… wcieleń. Aiden bowiem codziennie budzi się w innym ciele. Lekarza, hrabiego, dandysa… I nie tylko on chce dowiedzieć się, kto jest (będzie?) zabójcą. Ma konkurencję, która nieustannie próbuje się go pozbyć, i coraz więcej wskazówek (które zresztą podsuwa sam sobie w innych wcieleniach). Czy uda mu się odkryć prawdę o śmierci Evelyn Hardcastle i przerwać cykl?

Bohater od początku czuje się dziwnie, nie na miejscu, i podobnie czuje się czytelnik. Bo Blackheath nie jest taką sobie zwyczajną rezydencją. To posiadłość rodem z koszmaru. „Jeżeli to nie jest piekło, to diabeł z pewnością pilnie się temu przygląda i robi notatki” – mówi w pewnym momencie narrator i ta fraza doskonale oddaje klimat panujący w Blackheath. Aiden – z którego perspektywy poznajemy wydarzenia – ciągle musi oglądać się przez ramię, nie wie, kto jest jego wrogiem, a kto sojusznikiem, kto chowa za pazuchą nóż, a kto chce wyciągnąć przyjazną dłoń. To, że nie pamięta, kim jest, ma jednak pewną zaletę:

Zamiast budować sobie osobowość po omacku jak my wszyscy i obudzić się pewnego dnia, nie mając pojęcia, w jaki sposób stałeś się akurat takim człowiekiem, możesz przyjrzeć się światu, ludziom wokół i wybrać cechy, jakich sobie życzysz.

Aiden stara się więc być najlepszym człowiekiem, jak tylko może. Ale ludzie, którzy go otaczają, nie ułatwiają mu tego.

W zapowiedziach debiutanckiej powieści Stuarta Turtona, a także na początku tej recenzji pojawiły się słowa o „duchu Agathy Christie”. Bez wątpienia jest w nich sporo prawdy: z powieściami królowej kryminału „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” łączy nie tylko czas (początek XX wieku) i miejsce akcji (ponura rezydencja na odludziu), lecz także ogólny typ bohaterów. Tyle że u Christie są oni mocno osadzeni w rzeczywistości, uosabiający konkretne klasy społeczne i szerszy typ ludzi żyjących w tamtych czasach, a jednocześnie silnie zindywidualizowani. Tymczasem u Turtona większość bohaterów to marionetki, którymi Aiden Bishop posługuje się, by osiągnąć cel: wydostać się z Blackheath. Dosłownie: wszak przejmuje ich ciała!

Ale też nie o bohaterów tu chodzi, nie o związki między nimi czy o przedstawiony świat. W tej powieści najważniejsza jest bowiem gra, do której autor zaprasza czytelnika. „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” to literacki eksperyment. I choć w pewnym momencie złapałam się na tym, że nie czuję się już na siłach rozplątywać węzeł fabuły i po prostu wierzę autorowi na słowo, nie żałuję, że sięgnęłam po tę powieść. Takiego połączenia kryminału, dystopii i fantastyki nigdy wcześniej nie czytałam i było to ciekawe doświadczenie.

Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" Stuart Turton

PRZECZYTAJ TAKŻE

NOWOŚĆ

Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, Stuart Turton

O jedenastej wieczorem Evelyn Hardcastle zostanie zamordowana. Masz osiem dni i osiem wcieleń. Pozwolimy ci odejść pod warunkiem, że odkryjesz, kto jest zabójcą. Zrozumiano? ...

27 lutego 2019