Zapach prawdy, Iga Karst

Autor: mat. wyd.
Data publikacji: 24 lipca 2018

Zapach prawdy

Autor: Iga Karst
Wydawnictwo: Szara Godzina
Premiera: 24 lipca 2018
Liczba stron: 384
PATRONAT PORTALU KRYMINALNEGO

„Zapach prawdy” Igi Karst to pierwsza książka o dociekliwej mecenas Anicie Herbst i komisarzu Orskim z nowej serii kryminalnej „Pensjonat Biały Dwór”.

Ciało Adama Korczyńskiego, profesora Uniwersytetu Wrocławskiego, znanego w całym świecie orchidologa, zostaje znalezione w lesie. Policja stwierdza brutalny mord. W trakcie rutynowych czynności śledczych funkcjonariusze odkrywają tajemniczy zapisek. Ustalają też, że z domu denata zniknął rzadki, XIX-wieczny album botaniczny. Czy jego kradzież jest motywem zbrodni? A może ta wiąże się z cennym okazem storczyka? Sprawa komplikuje się dodatkowo wraz z ogłoszeniem testamentu profesora. Bardzo zaskakującego testamentu… Oficjalne śledztwo powierzone zostaje komisarzowi Michałowi Orskiemu. Na prośbę wnuka profesora zagadkę morderstwa stara się rozwikłać również mecenas Anita Herbst. W ogrodzie willi naukowca natrafia na szkielet, który znika tuż przed przyjazdem policji... Jaki rezultat przyniesie podwójne śledztwo? Pierwsza książka o dociekliwej mecenas Anicie Herbst i komisarzu Orskim z nowej serii kryminalnej Pensjonat Biały Dwór.

 

Iga Karst - pisarka, autorka min. powieści Gdyby on tu był, 299 i Magenta. Pierwszą umowę autorską podpisała w wieku zaledwie dziewiętnastu lat, dzięki czemu stała się jednym z najmłodszych debiutantów na rynku wydawniczym. Absolwentka studiów z zakresu komunikacji społecznej i public relations. Zawodowo związana z branżą PR.

 

FRAGMENT POWIEŚCI:

Kinga rozglądała się po oranżerii. Wilgotność powietrza sięgała stu procent. W mokrej duchocie oddychało się z trudem. Odurzający zapach storczyków równocześnie zachwycał i przytłaczał intensywnością. Wśród soczystej zieleni liści wibrowały: żółcie, róże, pomarańcze, czerwienie i purpury. Pędy z setkami drobnych kwiatów przypominały stada motyli. Pomiędzy nimi od najmniejszych podmuchów powietrza drgały gałązki Adiantum. Kompozycję uzupełniały wielkokwiatowe Phalaenopsis i Cattleya. Można było poczuć się jak w deszczowym lesie Amazonii.

Anita postanowiła wrócić do wcześniej porzuconego tematu.

– Zastanówmy się, o co chodzi z notatką profesora o czarnej orchidei. Dlaczego policja się tym interesuje?

– Poczekaj… Żeby była jasność… – powiedziała Kinga. – Nie jestem pewna, czy policja interesuje się napisem z notesu. Czy w ogóle o nim wie. Policjant, który mnie przesłuchiwał, zapytał, czy profesor mógł odkryć czarną orchideę. Od razu skojarzyłam to z tym napisem. Ale nie wiem, dlaczego policjant pytał mnie o czarną orchideę.

– Może ma brakującą kartkę z notesu – podsunął Sebastian.

Anita nie spuszczała wzroku z Kingi.

– Co odpowiedziałaś policji? – spytała.

Fajkowska wzruszyła ramionami.

– Roześmiałam im się w twarz. Adam nie mógł wyhodować czarnej orchidei. Taki storczyk nie istnieje. Rośliny nie wytwarzają czarnego barwnika.

– Są przecież czarne tulipany, petunie, róże – zaoponował Korczyński.

– Mhym – potwierdziła Kinga. – Tak jak czarne orchidee.

– Widziałem w katalogu z cebulkami tulipanów…

Fajkowska zbyła go machnięciem ręki.

– Bujda na resorach z tymi tulipanami – skomentowała krótko. – Znam nawet kilka konkretnych orchidei sprzedawanych jako czarne. Na przykład Monnierara Millennium Magic „Witchcraft” albo Maxillaria schunkeana. Wspaniałe rośliny. Na zdjęciach wyglądają jak czarne. Ale w rzeczywistości czarne nie są. Są ciemnopurpurowe. Tak samo jak czarne róże, czarne tulipany, petunie czy bratki. Jeżeli przyjrzelibyście się im z bliska, zobaczylibyście bardzo ciemny, bordowy kolor. Bliski czerni. Bliski czerni, ale nigdy czarny. Czarne kwiaty nie istnieją. Koniec i kropka. Po temacie.

– A… tak czysto hipotetycznie… – zaczęła Anita.

– No… – Kinga zachęciła ją do dalszego mówienia.

– Załóżmy, że gdzieś tutaj znajduje się czarna orchidea. Czy byłabyś w stanie nam ją wskazać?

– Storczyki dzielimy na oznaczone i nieoznaczone hybrydy. Nieoznaczone hybrydy to takie jakby kundelki. Niegatunkowe mieszańce. Storczyki oznaczone to z kolei takie, które mają swoją konkretną nazwę. Często też podaje się ich pochodzenie, czyli gatunki rodziców. Te wszystkie informacje zapisuje się na małych plakietkach wtykanych do doniczek.

Kinga wyjęła z jednej z doniczek plakietkę i pokazała Anicie.

– A gdyby roślina nie miała opisu, to byłabyś w stanie określić, jaki to gatunek?

– Pełna identyfikacja jest możliwa tylko wtedy, kiedy mamy do dyspozycji całą roślinę. To znaczy, że musimy trafić na moment, kiedy kwitnie. Rzut okiem na same liście najczęściej nie wystarczy, żeby poprawnie zaklasyfikować dany okaz.

– Więc… Czysto teoretycznie… Gdyby profesor z jakiegoś ważnego egzemplarza wyjął plakietkę identyfikacyjną i postawił tego kwiatka między innymi storczykami bez plakietek, to nie dałoby się tego ważnego egzemplarza namierzyć gołym okiem?

– Tak. Ale jeśli myślisz, że ukrył tu czarną…

Anita stanowczo ucięła.

– Nie! Przyjęłam do wiadomości twoje wyjaśnienia. Zastanawiam się tylko nad tym, co profesor mógłby nazwać „czarną orchideą”. I przyszło mi coś do głowy. Mógłby to być jakiś szczególny egzemplarz storczyka. Niekoniecznie z czarnymi kwiatami. Cenna sadzonka, o której profesor mógłby w przenośni mówić „czarna orchidea”.

– Rozumiem. Chodzi ci cenną orchideę, która wcale nie ma czarnych kwiatów?

– Tak.

Kinga, stojąc nieruchomo, przesunęła wzrokiem po roślinach. Wyraźnie zastanowiło ją to, co powiedziała Anita. Po krótkiej chwili poruszyła się i zrobiła krok w tył. Dała tym do zrozumienia, że całkowicie dystansuje się od tego pomysłu.

– Adam twardo stąpał po ziemi – powiedział sceptycznie.

– Nie bujał w obłokach. Nie interesowały go bajdy o jednorożcach albo zgrajach krasnali. Nie rzucał się w pogoń za mitami. Nie biegał po dżungli w poszukiwaniu nowych, nieodkrytych gatunków storczyków, żeby mieć co nazwać swoim nazwiskiem. Zamiast tego robił racjonalne plany i krok po kroku je realizował. – Zrobiła pauzę.

– Nie zależało mu na domowej uprawie ekstra rzadkich gatunków. Może to zabrzmi dziwnie, ale prawda jest taka, że storczyki już dawno mu spowszedniały. Co nie znaczy, że przestał je podziwiać. Ale człowiek, który w życiu widział tyle co on, nie będzie wypruwać sobie żył po to, żeby mieć na własność taką czy inną orchideę. Nie było mu to do szczęścia potrzebne. Pomyślcie o tym kwiatku w wiaderku  po śledziach. Niejeden kolekcjoner zapłaciłby za niego krocie. A Adam nawet go nie zasadził.

– Może nie zdążył – powiedziała Anita.

– Możliwe. Możliwe też, że chciał go komuś podarować. Nie będziemy tego teraz rozstrzygać, bo nie w tym rzecz. – Kinga znów zrobiła krótką przerwę. – Adam był oddanym sprawie naukowcem, a nie zdesperowanym kolekcjonerem, który byłby gotów sprzedać duszę diabłu, żeby tylko zdobyć upragniony egzemplarz. Zrozumcie mnie dobrze. On naprawdę kochał te swoje orchidee. Godzinami mógł opowiadać mi o tej oranżerii. I o tym, jak pielęgnuje kwiaty. Pozwalało mu to wyciszyć się i zrelaksować. Był pasjonatem, nie wariatem. Nie dumał nad mitami. Zajmował się rzeczywistymi problemami. Ostatnio zaangażował się w projekt ratowania naturalnych

stanowisk storczyków w Sudetach.

Anita słuchała spokojnie, kiwając głową.

– Dobrze znałaś profesora i chyba masz rację – powiedziała. – Czas zejść na ziemię.

– Nie chciałam być aż tak dosadna.

– Teraz przynajmniej znam twoją opinię.

– A jeżeli coś mogę doradzić, to zaczęłabym od notesu Adama. Takiego oprawionego w brązową skórę.

Sebastian poruszył się niespokojnie.

– Przeszukaliśmy cały dom. Nigdzie go nie ma. Znalazłem tylko jeden wkład. Ten z wyrwaną kartką. Cały notes prawdopodobnie jest w rękach policji. Wszystko tu przetrzepali.

– O tym notesie też z nimi rozmawiałam. Nie byłabym taka pewna, czy go mają.

– Mogłabyś sprawdzić jego gabinet na uczelni? – zapytał Sebastian.

– Pojadę tam od razu. Tak jak obiecałam przez telefon, ustalę też, kiedy będziecie mogli przyjechać i przejrzeć rzeczy Adama osobiście. Lepiej, żebyście nie natknęli się na korytarzu na Gruchałę albo Ebnera.

– Im mniej osób będzie wiedziało, że próbujemy działać na własną rękę, tym lepiej – potwierdziła Anita. 

Wyszli przed dom. Fajkowska znowu zapaliła. Usiadły z Anitą na rozgrzanych schodach. Sebastian oparł się o poręcz. Milczeli. Korczyński nie był w stanie znieść tego zbyt długo. Zwrócił się do pogrążonej w zamyśleniu Kingi:

– Nad czym tak medytujesz?

– Zastanawiam się, dlaczego Adam napisał o czarnej orchidei. Nawet jeżeli wszystkie dotychczasowe tezy na ten temat wydały mi się niedorzeczne, to nie ulega wątpliwości, że użył takiego sformułowania.

 

 

Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Zapach prawdy" Iga Karst

PRZECZYTAJ TAKŻE

RECENZJA

Zapach prawdy, Iga Karst

Lekka (mimo ciężaru zbrodni) atmosfera, lekki styl, lekka, ale ciekawa historia – to wszystko sprawia, że przez powieść Igi Karst płynie się z dużą przyjemnością i ...

02 sierpnia 2018